piątek, 3 listopada 2017

Demokracja dyskontowa

Dobra zmiana dla wszystkich?

Na pewno zmiana i na pewno jakaś, ale z aspektem jej dobrodziejstw jeszcze się nie spotkałam.
Nie nie, ani nie stoi za mną obcy kapitał, ani  żydowskie pochodzenie, nawet nie służby, czy lewicowe nastawienie polityczne.
Zwyczajnie przeszkadza mi zalegający na trotuarze idiotyzm. Tak tak, raczej o to chodzi, bo choć wiele synonimów głupoty istnieje w rodzimym języku, prawdopodobieństwo trafienia na zrozumienie przestaje istnieć z kolejnymi pokoleniami. Wieś górą, bo dzierżąc władzę jej intelekt wyższy od studiów, a doktoraty i tak ojce za jajka kupią, więc myśleć nie kazano.
Miasta teraz bardziej wiejskie od wsi, bo lata minione preferowały posiadaczy ojców z hektarami. Śmieję się trochę i całkiem mi nie do śmiechu, bo odczuwany dysonans nie pozwala na radość. Właśnie tak musiała zakończyć się migracja – opustoszonymi wioskami i bezimiennym miastem w którym wsiowy urzędniczyna jest wart wielokrotnie więcej od każdego innego człowieka.

Owszem, zmieniło się. Można klepać zdrowaśki na zdekomunizowanej ulicy, można dać upust religijnym dowodom tożsamości i dziękować Bogu za kolejny dyskontowy sam na rogu. Tak tak, w dyskontowej demokracji zmieniło się wiele, prawie wszystko uległo zmianie, a reszta? Reszta resztą, czyli kiełbasy wyborczej ciąg dalszy. Dekomunizacja nie przyspiesza, intronizacja Chrystusa była, ale... No tak tak, zawsze jakieś ale. Możecie sobie mieć wątpliwości, a reszta niech was nie interesuje. Na tym polega dyskontowa polityka. Ma być tanio, dużo i pozornie z oszczędnością, więc tracąc życie i zdrowie musimy dążyć do raka z przesytu chemii w folii, popijać lifolizowany puder do chleba z plew dla świń, a na deser zagryzać czekoladki ubogacone nadmiarem trującego agaru. Byle było pro, bio i arcy. Oj tam oj tam, przecież agar był w żywności zawsze! No, ale norm dla niego nie ma. W dużym stężeniu zabija w kilka sekund nie zostawiając śladów. Samo dobro z natury. Podobnie marchew pieczona na grillu, którą chroni przed ogniem gruba warstwa aluminium. Samo zdrowie i żer dla dyskontowego braku umiaru. To samo z polityką współdzielenia. Jak w PRL-u którego już wspominać nie można. Nieco szkoda, bo film Nocna Zmiana z dymokracji współczesnej nie pochodzi, a w nim arcy ciekawi aktorzy grają. Jakże ważni są obecnie? Tu pytanie otwarte, polecam czytelnikom obraz o tym, co zostało z PRL-u a mamy zapomnieć.

Naród z chorobą dyrektorską? Depresja i rozdrażnienie przy deficycie koncentracji to pozbawione witamin jedzenie z brakiem soli, życie w ciemnośi ze stęchlizną i stres wymagający funkcjonowania o pozorze normy. Przenikanie granic między normą a patologią jest niwelowane na Globie - temat od lat znany, lecz my nie Glob. U nas w Polsce jest tylko jedno pojęcie akceptowalne i jest nim posiadanie. Nie masz? Jesteś słabym złodziejem, bo przecież wszyscy mają. No, tylko że ja nie jestem wszyscy i szalenie sobie cenię to, że nie mam, tym samym nie muszę kraść by utrzymać pozór posiadania. W minionych latach śmiertelność Polaków wzrosła w stopniu zatrważającym, bo mogli pozwolić sobie na pozorny brak umiaru. Wzrosło spożycie, zabrakło wstrzemięźliwości, obniżył się wiek śmiertelności.

Wiara w gruntowne zmiany zaowocowała nie tylko różańcem narodowym, ale pogłębieniem ufności w zmiany bez drastycznych cięć. Nie da się. O kryzysie trzeba mówić, o demokracji deficytem trwającej też, ale o tym że plejadę gwiazd polityki znamy właśnie z PRL, nie można zapomnieć. Na tym polega trwająca przez minione lata polityka dyskontowa - wmówieniu narodowi, że teraz żyje mu się lepiej. Gdzie i z czym lepiej skoro policyjny nadzór trwa, radary wróciły, immunitety chronią, a urzędas może wszystko jako krynica absolutnej mądrości?

Nie ma się sensu oszukiwać, dyskonta stale szukają towarów z najniższą ceną, bo klienci są zbyt chciwi i zapatrzeni w siebie a jednocześnie skoncentrowani na sobie i głupi, żeby nauczyć się liczyć wartości. Nie ma znaczenia czy model jest polityki w dyskoncie, czy chodzi o sklep z wakacjami w tle. Wartością prawdziwą jest życie w zdrowiu przy niewielkich kosztach a nie  wielki brak umiaru, bo cena niska. Przeliczniki życia nie istnieją.

Żeby nie zanudzać pomijam aspekt niewolnictwa dyskontowej pracy i radość rodzin za nią płacących. Pomijam celowo, bo świat odchodzi od dyskont przez zbyt duże straty, ale w Polsce przeżywamy na nie modę od wielu lat. Też koncerny farmaceutyczne zyskują, bo do mąki dodając witamin uzyskują wysoką jakość pozytywnych wyników sprzedaży nowego suplementu diety. Diety dyskontowej, bo dawka witamin możliwych do zakupu bez recepty w naszym kraju, stanowi niewielką część dawek zachodnich. Podobnie z ustrojem kraju. Dekomunizacji nie było, walczymy z tym, że II WŚ nie skończyła się, a pomyłki dokonaliśmy w dniu przekazania zwierzchności decyzyjnej do UE. Zakończenie będzie dopiero wtedy, gdy dobrniemy do dokumntu wojnę kończącego, czyli do tego, co nam daje podstawę dochodzenia roszczeń za straty z tytułu np. bombardowań czy mordu na polskich ziemiach. Jeżeli Polak nie odzyska rozumu, nie sprzeciwi się doczesności własnego podwórka, umrze nagle z  tyłkiem ubogaconym chemią i pustym miejscem po mózgu, ale zaszczepiony chipem wziewnie, bo pomimo zniwelowania smug kondensacyjnych do zera przed laty przez producentów samolotów wierzymy w to, że nie są rozpylane chemikalia przeciwko nam. Nic śmiesznego, ale różaniec to było zaledwied preludium do narodowej krucjaty rodzimych przeciwników NWO. Ponieważ rząd ma na wszystko odpowiedź, w tej kwestii wprowadza dowody tożsamości z chipami, chipuje zwierzęta na wszelki wypadek i pozostaje w oddaleniu od własnych przedwyborczych obietnic.  Trwa Fun polityczny pod publikę ze słowami Szczęść Boże zamiast Dzień Dobry. Swoją drogą, czego się spodziewaliśmy? Inności i mniejszości ma nie być, więc z praw życia w równości odpowiadam partyjnym rządowym towarzyszom Szczęść Boże.

piątek, 28 kwietnia 2017

Polska krajem stalkerów?

Stalking istnieje jako pojęcie w Kodeksie Karnym. Znalazł swoje umocowanie prawne w 2011 roku. Rozróżniono lolejno dwie strony ze stalkingem związane. Jedną jest osoba dopuszczająca się zabronionego prawem zachowania, drugą jest jej ofiara.

Stalkerem, czyli wyrządzającym szkodę z pozycji siły mającą celowo wyrządzić krzywdę bliźniemu, może być każdy, na każdym etapie swojego życia, w każdej formie relacji. Dopóki nie wywieramy presji, nie przymuszamy, nie stosujemy technik manipulacji, nie stosujemy gróźb karalnych ani niestosownych uwag czy uszkodzeń cielesnych, nie musimy się obawiać posądzenia z tego tytułu. Warto uważać na mienie własne, ale szanować cudze. Warto wiedzieć, że każda forma znęcania nad słabszym, może przyspożyć niebagatelnych problemów. Słabszy nie ma zachowywać się w określony sposób, dlatego że otoczenie tego wymaga, bo jest suwerenną osobą i jeżeli prawa nie łamie, nikt nie może wywierać na nim presji.

Stalkingowany jest tym słabszym, kto w żaden inny sposób nie może uciec przed presją, bo jako słabszy w wielu aspektach, nie ma szansy na obronę. Deficyty o różnej etymologii mogą pretendować człowieka do bezsilności wobec zdarzeń i ludzi.

Co może decydować o losie człowieka?
Zwyczajowo o losie człowieka decyduje w chwili obecnej jego status posiadania. Łatwo skwitować tę myśl w zdaniu klasyfikującym stalkingowanego do miana abderyty, gdy obserwujemy bierność i reakcje wycofujące aktywność wtedy, jak inni w tym miejsu brną do przodu niczym konie w galopie.

Tu, gdzie bieg straceńców po dobra wszelkie, może być ukryty niecodzienny życiorys, zbyt wiele doświadczenia i idącej w parze z nim wiedzy. Wiedza może decydować o wycofywaniu się przez rozmaite formy ucieczki stalkingowanego. W oparciu o ten wzorzec, powstała stosowana od lat, jedna z form przesłuchań prowadzonych przez zbrodniarzy komunistycznych. Polegała ona na wstępnym rozpoznaniu, jak skłonny do uległości jest zatrzymany. Ponieważ zatrzymany był zawsze podejrzanym, a podejrzany zawsze kłamie, bo taki dyktat szkoleń stosowano w Policji, która była uprzednio Milicją Obywatelską, ale podobnie do systemu państwa, zmieniła swą nazwę na ładniejszą brzmieniowo, nikt nie liczył się z zeznaniami, faktami, czy naruszeniem nietykalności cielesnej. Obywatele byli własnością państwa, Policja jego sprawiedliwością, a sprawiedliwość chadzała w standardzie zupełnie innymi scieżkami. Kto trafił na przesłuchanie, nie miał obrażeń cielesnych, uszedł z życiem, był podejrzanym społecznie. Społeczeństwo ferowało o nim wyrok etykietując go stygmatem konfidenta. Stąd lęki ucieleśnione w licznych obawach przed komisariatami, że ludzie w wielu przypadkach tracili życie właśnie tam. Taka była powojenna Polska. Mundur wcale chlubny nie był, a chodzili w nim nie tylko milicjanci i wojskowi. Komunizm pomógł w szufladkowaniu ludzi na tych, którzy współpracują aktywnie i tych, którzy współpracować będą (?).

Lata po roku 1989, przyniosły zmiany istotne dla świata, lecz w Polsce nie miała miejsca dekomunizacja. Zadziało się tak z przyczyny prostej, że całego narodu nikt odsunąć nie zdoła od pełnionych funkcji, stanowisk, pieniędzy, czy zwyczajnie nie zamorduje z dnia na dzień. Palono dowody przeciwko sobie, jak w latach pięćdziesiątych i trzydziestych XX wieku. Owszem, pozostały kopie porozsiewane po urzędach, klisze krzywdy i nieprawości, ale kto na starym zdjęciu dostrzeże iskrę zajadłej podłości w oku własnych dziadków, czy rodziców? Minęło wiele lat, kaźdy dzień wnosi coś nowego, ale człowiek pozostawiony sam sobie, bez świadomości korzeni własnej rodziny, nie rozpozna w sobie prawdziwych motywacji zachowania. Inni uciekają przed nim, sam wychodzi na głupca wielokrotnie, ale nikt nie podpowie mu, że stalking w krajach postkomunistycznych jest codziennością.

Jeżeli znęcano się nad tobą w dzieciństwie, zaraz zaczniesz się znęcać nad własnymi dziećmi. Dlaczego tak? Dlatego, że z upływem czasu zaczynamy coraz bardziej idealizować własny dom pochodzenia. Zapominamy ból, złość i chcemy, aby prawdą było to, co nam wpajano. Wpajano nam w krajach komunistycznych szereg bzdurnych powiedzonek, które nadal nie mają uzasadnienia, ale wszyscy je powielamy i cedujemy na innych. Skąd wiedza w narodzie o każdym człowieku? Jej nie ma. O każdym powinniśmy umieć powiedzieć w pierwszym zdaniu "człowiek" a dalej najpierw sprawdzić, jakie cechy, a nie ile pieniędzy ten człowiek posiada.
W Polsce krąży powiedzenie: "Jak do czterdziestki się nie dorobisz, to już się nie dorobisz". Równolegle do tego ukształtowano inne, równie bezpodstawne: "Uczciwością i pracą ludzie się bogacą"; "Pierwszy milion trzeba ukraść".  Smutne, bo tym sposobem określamy siebie, nie innych, jeżeli szafujemy tak bezwartościowym stygmatem, opowiadamy o własnych brakach.

Kraj postkomunistyczny nie oferował wolności pozwalającej na zdobycie majętności przed czterdziestym rokiem życia, o ile nie spadła na nas "radość" ze śmierci członka rodziny albo nie pojawiła się tajemnicza, pomocna dłoń sponsora, albo co najmodniejsze w już demokratycznej Polsce, nie zawarliśmy korzystnego finansowo małżeństwa. To uczciwe raczej nie jest, ale co tam, większa szkoda z narodowego żalu, który odczuwają wierzący w powiedzonka starszych i mądrzejszych. W kraju, który nie oferuje podstawy koniecznej do przeżycia, a jedynie publikuje kolejne statystyki z uśrednieniem płac minimalnych w odniesieniu do najwyższych, nie istnieje efektywna możliwość godnego zarobku. Godnego w rozumieniu zaspokojenia oprócz potrzeb najniższego rzędu (wyżywienie, rachunki), chociażby potrzeby kontaktu z kulturą, sztuką, edukacją, sportem i zdrowiem w rozumieniu także jego profilaktyki. Całość sprowadzono do wniosku z powiedzenia "Pierwszy milion trzeba ukraść", aby wzbudzić poczucie winy w tych, którzy bez spadku, bez korzyści z małżeństw, bez pracy w jej potocznym rozumieniu, bez kradzieży, spekulacji itd., nie musieli wyjechać z kraju, by nie poddać się stalkingowi.

Niechlubna fama o Polakach powstała w minionych dwudziestu latach, jej nigdy nie było, ale ona pochodzi od nas. Fałszywe przeświadczenia wnikają z ugruntowania w systemie, który wielu określało mianem zamordyzmu. Wielu spośród tych, którzy tu już nie wrócili.
Polacy mieszkający nadal w kraju, umiejętnie stosują stalking. Zmiana rządu nie gwarantuje równości, zatrzymania narastającego długu publicznego, nawet nie gwarantuje normalności w chorym systemie. Nie zmieni przeszłości narodu, nie wpłynie na historię, może zmienić naszą świadomość wzbogacając o kolejne doświadczenie i tyle. Każdy, kto targnie się na innego człowieka atakując go z uniemożliwieniem ucieczki, jest stalkerem i nie ma znaczenia czy pozostaje w danej rodzinie, czy nie. Nie obecny rząd wprowadził zmianę przepisów prawa w 2011 roku, zwyczajnie przepisy które mieliśmy wcześniej, nie były do zaakceptowania przez świat.

Mnogość współczesnych zgrzytów na arenie parlamentarnej jest tym, co Polacy znają, kochają i lubują się w tym pławić. Zmienność aktorskich ról między stalkerem, a stalgingowanym, jest nierozłączna z krajowym teatrem życia. Jakże upolitycznieni jesteśmy w kraju, skoro wiedząc o tym, że człowiek sam w sobie wartość stanowi, pożądamy uzupełnienia w kontekście całego szeregu kompikacji? Kto upoważnia do ferowania wyroków bez dokumentów? Chwilowo jesteśmy własnymi poszlakami bytu, korzeni, historii rodzin, kraju, bo tylko o sobie możemy autorytatywnie wyrazić wiążącą opinię, lecz niestety nie wolno jej wyrazić o przodkach, bo nie możemy mieć absolutnej pewności co do prawego życia w państwie komunistycznym, ani nieprawości w państwie policyjnym.

Relatywizm tutaj nie zaistnieje, wybór jest dychotomiczny. Albo zwycięży dobro, albo zło, jednakowoż tendencja komunistyczna została do ubarwiania rzeczywistości, stąd wynaturzony stalker zamienia się w potulnego pluszaka, a faktycznie słaba i prześladowana osoba ze stalkingowanego staje się stalkerem.

~©Agar~28 kwietnia 2017 r.

środa, 5 kwietnia 2017

"Odzew: Dobra Zmiana"

Jestem niewolnikiem, nie tylko boję się pisać prawdę, ale też czuję za każdą napisaną tezą, gorzko-kwaśne odium niemocy. Przeraża mnie wizja kraju skazującego na siebie tych ludzi, którzy nie mieli i nie mają żadnego wpływu na kształt rzeczywistości. Najbiedniejsi, bez interwencjonizmu państwa, margines bez patologii, za granicami pojmowania. "Oni" są nami, bo my nimi jesteśmy we własnym domu – Obcy.

"Dom"...
Co jakiś czas spływa krwią, nie ma w nim stałości, a zapowiedź dalszych braków swobody zawodowej, przygniata każdego, komu jeszcze odrobina uczciwości pozostała.

Narodowa moda na kłamstwa trwa w najlepsze, dlatego przyjęto niepisaną zasadę milczenia wobec nieprawości. Nic bardziej mylnego. Może slumpfować gospodarka, mogą trwać roszady u władzy, ale nikt nie może pozwolić sobie na wyzysk innych ludzi pod pozorem dobrych zmian w europejskim kraju.

Paradoks w tym, że zmianę rzadko kiedy widzimy w aspekcie dobra i zła. Obydwa zjawiska są efektem który ma wywołać po jakimś czasie zmiana, więc z gruntu nikt nie jest w stanie przewidzieć wyniku, rząd przewidział, za nim poszli Rodacy.

Często dobre założenia nie prowadzą do celu. Wystarczy cofnąć się pamięcią do przełomu lat 1989-90, aby wyraźnie dostrzec,
że wynik dalece odbiega od założenia, a dyskusja nad efektami stale trwa. Przykład kontekstu terminologicznego zmian, dał obecny rząd, lecz to jest jedynie założenie. Rodzaj myślenia magiczno-życzeniowego o przyszłym działaniu.

Kapitalistyczne rekiny krajowej finansjery, szybko podchwyciły hasło i czyniąc modę na wyzysk z użyciem wszystkich paragrafów prawem zakazanych, wprowadzają natychmiastowe zmiany. Cóż, duży się nie boi, ma sztab prawny, ubezpieczenie od niechcianych zdarzeń, nic mu nie grozi, ale brak wyobraźni spowoduje zamiast zakładanych pozytywnych efektów optymalizacji, znaczne uszczuplenie kadr rekina.

Oczywiście wśród jego pracowników, obowiązuje zakaz dzielenia wiedzy o wprowadzanych zmianach z osobami spoza firmy, bo kiedy Pryncypał nie jest skończonym kretynem, sam na siebie bicza nie uplecie. Solidarni wobec oblicza wyzysku, mogą strajkować i szukać innego pracodawcy, bo jeżeli zaaprobują mimo sprzeciwu zmiany, w krótkim czasie utracą siły witalne, a takich ludzi każda korporacja wystawia na bruk.

Niestety, to jedyny atut z resztek przyzwoitości, że można pracować dla rynkowego monopolisty.
Podziały społeczne widoczne są coraz bardziej, a nie o to walczyła Polska przez wieki, by ktokolwiek za nią w czasach pozoru wolności, umierał z głodu i bezsilności.

~©by Agar~ 5 kwietnia 2017 r.

wtorek, 28 marca 2017

Afera Amber Gold

Co może obchodzić przeciętnego Polaka, tego typu afera? Co może obchodzić jej związek z OLT? Przeciętność nie inwestuje w towar, którego dotknąć nie może. Też nie korzysta z tanich linii lotniczych, bo przeciętnie jej na to nie stać. Przeciętni jadają przeciętnie, sypiają przeciętnie i pracują z taką samą przeciętnością.

Wtedy, przed rokiem 2010, mieliśmy szaloną wizję demokracji jako naród. W pomysłach prześcigiwaliśmy się. W efekcie wygrał ten, który stąd wyjechał. Chcieliśmy solidnych podstaw, a tego znaleźć nikomu nie przyszło. Niestety afera Amber Gold, nie wynikała z braku popytu na luksus, lecz potrzeby zabezpieczenia przyszłości. Kurs złota w każdej postaci, był sterowany na rynku, nikt nie dopuścił do własnych myśli zmiennych dziejów narodu w kontekście gorączki złota i co? Zupełnie nic, kompletnie nic się nie stało, jak nie powróciła kontrola rynku w zakresie obrotu złotem, tak jej nie będzie!

Wszelkie działy nadzoru nie sprawdzą się, bo trzeba byłoby mieć wiele lat doświadczenia w temacie, pozostawać w kraju, rozpoznać rynek tak dla Amber (bursztyn), jak Gold (złota), działać w czasie zbieżnym z niniejszą aferą, obserwować bacznie zjawiska zachodzące w mentalności polskiej po 1989 roku, i wiele innych czynników.

Żaden dzisiejszy specjalista nie ma pojęcia co należy kontrolować, aby dostrzec kłamstwo. Przeciętny Polak zachowuje podejrzliwość z natury. Pomijam z tematu zalew firm zachodnich, które stwarzając pozory uczciwości, poklask dawały tak dla rządu, spekulantów, jak i wszystkich pseudo specjalistów z zakresu Amber i Gold. Nikt z tego świata się nie wychyla tylko dlatego, że bardziej hermetyczny pozostaje jedynie słoik.

Kolejna kasta zawodowa, która obok prawników i urzędników, pozostaje cicho dlatego, że zbyt wiele trzeba by było poświęcić, a przecież nie na poświęceniach życie polega. Tak samo powstają wszystkie kolejne afery. Mechanizm jest jeden, ktoś kieruje się pazernym nastawieniem na szybki zysk, zna chciejstwo narodowe, oferuje gawiedzi usługi zabezpieczające na przyszłość w postkomunistycznym, niewydolnym kraju i już ma, bo złapał łosia. Łoś ściąga łosie ze stada i wszyscy budują mit, z którego po czasie wzrasta afera.

Cierpią na tym wszyscy, których nie uczono o konsekwencjach pazerności. To samo temat obok Amber Gold, dotyczy wszystkich firm, które oferowały gruszki na wierzbie zamiast konkretów. Kolejny przykład w Forexie, który ma wiele wspólnego z kasynem i nic z inwestycją. Podobnie będzie z lokatami bankowymi i to już zaraz. Aż szkoda słów, lecz nie wystarczy wskazać winnych, to jest proste! Trzeba cofnąć się do dnia zabezpieczenia materiałów dowodowych, bo sprzeczne informacje wynikały z wadliwej wyceny.

Trzeba sprawdzić stan posiadania tych, którzy dowody zabezpieczali. Inaczej mieć nic z tej afery nie będziemy. Urzędnicy muszą odpowiadać za błędy. Są specjalistami od werdyktów, mają dawać przykład i uczyć. Chwilowo nawet pozorów nie stwarzają. Błąd podstawowy. To sprzyja wynaturzeniom, a przez nie rozpasaniu. Dobre obyczaje nie istnieją. Chwilowo jesteśmy uczeni pojęcia afera, a nikomu nie jest potrzebne jego rozwinięcie.

Generalnie, sprawa przykra, nikt nie dobrnie do jej rozwiązania. Zaraz temat zdechnie śmiercią naturalną, bo tych, którzy korzystali z usług aż tak pokrętnych, jest znacznie więcej niż oficjalne dane. Wtedy moda na incognito zawładnęła polskim rynkiem złota. Nikt nie chciał się przyznać, a posiadał wiele, chciał jeszcze mnożyć. Z mnożenia rachunek powstał nawet ciekawy, coś w zgodzie z powiedzeniem “policz sobie podwójnie i się nie upominaj, albo innym, też polskim przekłamaniem “Ciągnij koszulę bliźniego aż ta zejdzie z niego. Kiedy wreszcie zejdzie z niego, bierz się za drugiego”. Oba powiedzonka znalazły miejsce w krajowej filmotece. Zachęcam do poszukiwań i wspomnień wiadomości z aferą związanych. Może za moją namową wybuchnie kolejna narodowa gorączka złota? Nigdy nic nie wiadomo, oprócz tego, że niechlubne zjawisko zawsze odbiera wolną wolę i wpływa na proces decyzyjny przesłaniając dobre rozwiązania.

Jeszcze tylko wspomnę, że powinna być w "aferze" wzięta pod uwagę, rola mediów. Już wtedy czytaliśmy o gorączce złota, o szalenie dobrych inwestycjach itp. To było ewidentnie sterowane od góry, czyli systemowo przeciwko Polakom. Nie wystarczyło, nie przyniosło efektów, w niedługim czasie później, dopuszczono się grabierzy środków z OFE.

~© by Agar~ 28 marca 2017 r.

sobota, 25 marca 2017

"Nimb"

Nie rozumiesz, bo jeszcze nie dociera do ciebie, że blask katedr umiera bezpowrotnie. Na twoich oczach dzieje się to, co będzie za moment wyznacznikiem codzienności. Napływają nowe dane w każdej sekundzie, a serwerem nie jesteś. Nic z tego co znamy oboje, nie miało prawa istnieć w postaci jaką przybrało. Wróciła ludzkość do czasu wartości z Kodeksu Hammurabiego.

Polska jako jeden z nielicznych krajów, ma szansę obrony też przed własnymi obywatelami, lecz nie przez fortyfikacje, uzbrojenie, czy wynalazki techniczne. Błąd wnioskowania. Polskę uratują ci ludzie, którzy w różnym stopniu odrzucali narzucany im kłamliwy ład idealnego kraju. Ci, którzy nie popleczali fałszywym świadectwem demokracji, przyzwoleniem na wynaturzenia i nie sprzedawali za pieniądze innych ludzi (tu nie myl, bo to że ktoś czegoś nie robi, nie znaczy że nic nie wie o możliwościach z danego zakresu i jest idealny). Pomyśl tylko, czy biorąc kredyty wyrażasz przez posiadanie większą wartość człowieka, czy może własną pazerność i ciągoty niskich pobudek? Zastanów się, bo dobrze wiesz, że więcej pożądając niż możesz zjeść, doprowadzasz do kłamstwa przed sobą samym. Ten przykład wizualizujesz jako jaskrawy? Tu też nie kłam, nie warto. Warto zastanowić się nad jakościową zmianą rzeczywistości bez wszelkiego typu wspomagaczy. Tym wspomagaczem bywa kredyt, pożyczka, darowizna, czy inna forma pomocy. One działają na ludzi uzależniająco. Łatwo wziąć pierwszy raz, lecz nie ma możliwości zrezygnować bez trudnych przeżyć. Podobnie do narkotyków, alkoholu, hazardu i innych uzależnień, mechanizm oddziaływania jest wspólny, niezmienny w czasie, a reakcje odstawienne pozostają. Delirium tremens (łączone głównie z chorobą alkoholową) pojawi się także wtedy, gdy choroba nerwowa weźmie górę nad człowiekiem, więc wymioty i zaburzenia spostrzegania mogą pojawić się także przy bardzo silnym stresie. W takim przypadku dochodzi do zmian w układzie nerwowym. Zespół majaczeniowy nie zmienia rzeczywistości, trwale zmienia jej odbiór. Warto wiedzieć o zagrożeniach zanim podejmiemy decyzję o pożyczce/kredycie na nowy dom, że najpotężniejsze narzędzia wywierania wpływu na procesy decyzyjne zawarto w niezliczonych reklamach. Ich treść bombarduje nas bez przerw, wobec niej pozostajemy bezradni. Nasza bezradność czyni nas bardziej podatnymi na przekaz, który i tak do nas dotrze, bo ostatecznie kiedyś włączymy odbiornik TV, komputer, telefon, czy wyjdziemy z domu. Ucieczka przed współczesnością nie istnieje, przed samym sobą też nie.

Każdy człowiek, bez względu na wykonywaną pracę, posiada swoje własne, stałe punkty odniesienia. Katedra była przez szereg lat pożądaną. Ona dyktowała poziom posiadania i znaczenie jednostki dla świata. Teraz poczuj różnicę, bo już nie ona jest wartością definitywnego celu, lub nim sensu stricto. Constans uległa zmianie na całej płaszczyźnie. Zmieniając swój wymiar przestała być stałością, pozostając aksjomatem wywiedzionym z samego urodzenia, teraz bez wartości. Tak jak widzi swój najlepszy towar producent, tak ty chcesz dostrzegać pozytywne cechy własnego posiadania i bronisz za cenę wszelką dóbr dla potomnych. Zarówno oni, jak ty, nie jesteście wartością stałą. Względem siebie owszem, jakiś punkt odniesienia. Nie każdy odniesie się do waszej stałej, jak do wartości szczególnej. Nadal waga jednostki jaką jesteśmy, zależy nie od poczucia przynależności do opakowania, czyli nie od zasobności portfela wyrażonej banknotami, a umiejętności szybkiej adaptacji do warunków zmiennych. Wariancja istnieje wśród wielu aksjomatów, które przywykliśmy uważać za constans. Stałą mamy tylko ziemię pod stopami. Jako punkt odniesienia przy odbiciu stopy od podłoża, taka stała też jest zmienną, bo Ziemia w rozumieniu planety, wiruje wokół własnej osi ale nie tylko. Wahadłowe odchylenia ziemskiej ekliptyki gwarantują względność stałego punktu. Błędnik pożąda stabilnego podłoża, oko ludzkie nie wystarczy dla trafności. Umysł zależy od wielu czynników. Zmienne przejęły rolę stałych, a nawet pigment nie istnieje, bo jest jedynie zakrzywieniem odbitego światła od płaszczyzn.

I co? Nadal uważasz, że karta z plastiku przeliczy wartości, a ostateczny wynik wypluje miarodajny? Nie sądzę, lecz podziwiam, poczuj swoją ważność, poklep się z uznaniem gdzie chcesz i zacznij myśleć o tym, że ktoś chce twojej uległości, twojej śmierci w terminie najszybszym, twojego procesu wnioskowania, a ty nie jesteś potrzebny. Dodatki do życia z plastikowych kart i ubrań w pewnym stopniu odpowiadają za pozbawienie wolnej woli. Karta plastikowa zabija motywacje, garderoba truje życie. Popatrz na zwierzęta, ile ich widziałeś o sierści obojętnej na ładunki elektryczne? Nie są, człowiek też nie jest, więc dlaczego zakładasz plastikowe ubranie? Co, nie wiesz skąd nowoczesne, trwałe przędze?

Auć! Nie dobijaj, dowiedz się. U nas wiedza w powijakach, chwilę zajmie zanim dotrze chociażby ze Skandynawii podstawa danych do wnioskowania o szkodliwości plastiku. Kilka lat, dziesięciolecie, możliwe że ani ciebie, ani mnie już nie będzie. Szybko się wszystko zmieni. Nie ty masz wiedzieć i czuć, nie jesteś lepszy od innych.

W niczym nie odbiegasz od reszty, a tę wiedzę plączą katedry. Weź na wzór Napoleona. On wszystkich zrzucił hołubiących złoto i wziął tych, którzy umierali za własne wartości. Te wartości dodały im siłę walki. Kim był Vidocq? Tak, ten zbir, przestępca, wynaturzony złodziej i skazany wcześniej był tym, kogo wczoraj zdeptali mądrzejsi, a od jutra musieli się go bać. Katedry już wtedy kochano. Popatrz, aż dziwne, lecz sukcesywnie temat powraca na ziemie europejskie. Nie zmierzymy wagi zmian, o ile nie zaczniemy wszyscy stosować ujednoliconego nazewnictwa. Jakże ważną rolę odgrywa podstawa edukacyjna? Tak, spróbuj przeszacować, albo nie, niedoszacowuj. Cofnij myśl do edukacyjnej roli jasnego, ujednoliconego nazewnictwa w Polsce po Zaborach. Tak miało być ponownie: ”Czarne jest czarne, białe jest białe". Niestety, pozostał jedynie beznamiętnie banalny związek frazeologiczny, który już w chwili wypowiadania słów przez autora, był truizmem. Od nas, dorosłych, trzeba zacząć. Jesteśmy pokoleniami oszukanych. Nazwijmy to. Komunizm i lata postkomunizmu nie były demokracją. Każdy kto pamięta PRL, został oszukany pozornym dążeniem do zmiany. Rewolucji nie było, a ten, komu przyznano pokojowe nagrody, nie zrobił nic z wyjątkiem dobrej miny do złej gry. Nie, nie mamy bohatera, mamy tego, kogo historia jeszcze osądzić nie może. Co ten fakt przyniesie? Tylko kolejny absmak i rozgoryczenie narodowe. Z żalem jest trudno żyć szczególnie wtedy, gdy okazujemy się jedynym jego autorem. Czasu nie cofniemy, własnych decyzji też nie, ale nie możemy przyzwolić sobie na powtórkę z historii. Pomyśl tylko, że przez ciemne szkło nie widać co w środku i w jakim to jest stanie. Do puszki nie zajrzysz, ufasz etykiecie. Lubisz ryzyko aż tak, by zaufać kolejny raz sztucznemu drukowi? Lecz się zatem na nogi, bo na głowę już nie pora. W ten sposób odciążysz własne dzieci, że tego druku smakować będziesz w pełni sił witalnych, to i na pogrzebie przyszłych pokoleń zatańczysz.

Jeżeli ktoś nie chce zmian, oznacza że jest mu dobrze, tylko czy mając wybór, przestajemy tych zmian szukać?

~© by Agar~ 25 marca 2017 r.

piątek, 24 marca 2017

"Sprawiedliwość"

http://wp.me/p5wHY8-j

Link posiada treść :-)

"Sprawiedliwość"

Wena raczej nieproszona rankiem,
Słońce budzi do życia demony,
Gdy nie możesz wyraźnie zobaczyć,
Światem rządzą kolorów potwory.

Wszystko wyje poziomem jasności,
Albo krzyczy że nic nie rozumie,
Niemoc spływa do bramy nicości,
Kiedy człowiek tę niemoc odczuje.

Najpierw z głowy niepewność zrodzona,
By po chwili wyrazić się w dłoniach,
Klekotaniem bocianim na sercu,
A zacisku przykurczem na szczęściu.

Prawo życia piętnuje słabości
Sprawni szydzą, stygmaty nadają,
Wierni wiatrom pozornej wyższości,
Już na starość demencję poznają.

~~~©~by~Agar~~~

wtorek, 14 marca 2017

Dynamit współczesności

Ludzkość pozostaje przyzwyczajona do stałych punktów odniesienia. Odnosimy sytuacyjne zbieżności do wcześniej poznanych, podobnie z nowymi znajomościami w życiu, stylem ubioru i gustem. Tym sposobem dążymy do zatrzymania zmian, pomimo iż na skalę globalną nie jesteśmy w stanie wiele uczynić. Zachowujemy zaledwie pozór osiągnięcia względnie stałego dobrostanu i jego uznajemy za constans. Taką wartością czynimy (bo chcemy) pracę, relacje międzyludzkie, miejsce zamieszkania, wykształcenie, etc. Jednocześnie do własnych stałych, pożądamy przez drogę życia zmian. Zmiany pozostają w sferze aprobaty dotąd, dopóki powodujemy je sami. Kiedy zmiana pochodzi z czynników od nas niezależnych, wtedy reagujemy dezaprobatą, wycofaniem i w gruncie rzeczy niechęcią.

Potrzeba nam czasu na dokonanie niekiedy wielokrotnych obróbek poznawczych, abyśmy chociaż w minimalnym stopniu zauważyli pozytywny wymiar przeżywanej zmiany. Stąd najczęściej (z dezaprobaty) wywodzą się obniżone nastroje, epizody depresyjne, w skrajnych przypadkach występki przeciwko innym i sobie samemu też. Problem narastający w czasie, może i najczęściej doprowadza do eskalacji negatywnych zachowań. Wybuchowo irracjonalny typ reagowania na innych (postrzeganych jako potencjalne zagrożenie), odbiera nie tylko obserwujące otoczenie, ale przede wszystkim ten człowiek, który we własnej niemocy zareagował w jedyny sobie możliwy sposób.

Ponieważ presja pędu ludzkości skorelowana jest z poziomem posiadania, każdą kolejną finansową stratę łatwo przełożyć na złe samopoczucie. Mechanizm sprężenia zwrotnego, czyli sytuacji w stronę odwrotną, tj. moment gorszego samopoczucia, które doprowadza do finansowej straty, tego nikt nie pożąda. Niestety, uspołecznienie a co za tym idzie wzrastanie w aprobacie społecznej, determinuje ciąg zdarzeń w życiu, które bez zewnętrznej pomocy, nie przywrócą dobrostanu psychofizycznego jednostki
Człowiek bez zainteresowania rodziny, znajomych, sąsiadów, pracy, nie przeżyje. Potrzeba kontaktu jest w nim bardzo silna, ale zmienne towarzyszące kolejnym stratom, najczęściej uniemożliwiają skuteczny kontakt interpersonalny.

"Nic nie ma darmo; weź się do roboty; chcieć znaczy móc; musisz wyjść do ludzi; jest wiele możliwości; itd.". Pytania bez odpowiedzi, frazesy, banały i nic więcej. Takimi właśnie zdaniami, otoczenie chce zmotywować jednostkę do osiągnięć. Czy jest to możliwe? Już odpowiadam, że jeżeli ktokolwiek w ten właśnie sposób odpowie temu, u kogo obniżony nastrój odebrał motywację do działania, a wzrok od dawna nabrał szarego i martwego zabarwienia, frazes niskiej jakości może doprowadzić do próby samobójczej.
Dobre rady udzielane bliskim, nie muszą być ani dobre, ani zrozumiane zgodnie z intencją. Gorsze samopoczucie sprzyja wycofaniu i autorefleksji. Osoba w takim stanie zna odpowiedzi na zasłyszane rady. Rozwiązanie problemów tkwi w niej samej. Czasami potrzeba czasu, może innych warunków egzystencji, może tak prostej rzeczy, jak buty, może elektryczności, może dobrej książki, drinka, a może tego, kto wpadnie na pomysł żeby zaledwie zapytać i uczestnicząc w generalizowaniu pomysłów samą obecnością, tembrem głosu czy pozorem zainteresowania, zmotywuje pozytywne zmiany?

Każdy człowiek jest sam dla siebie psychologiem, terapeutą i mecenasem. Rzadko, lecz w pędzie życia jednak tak, wypadają nam elementy bez których żyć nie możemy na długim dystansie. Dystans zawsze odnoszę do butów. Czy można w zimowym obuwiu przejść upalne lato? Zaprawieni w bojach życia odpowiedzą twierdząco, wtedy polecam japonki z opon samochodowych na (-)20 °C, bo to też można. Wystarczy przecież tylko chcieć, żeby spacerować po żarzącym się węglu z laskami dynamitu w dłoniach, inaczej jesteś leniem, bo nie chcesz. Co z tego, że zimę przetrwałeś dzięki własnej pracy dłoni, skoro tego nikt nie widział?