Pokazywanie postów oznaczonych etykietą felieton. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą felieton. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 kwietnia 2017

Polska krajem stalkerów?

Stalking istnieje jako pojęcie w Kodeksie Karnym. Znalazł swoje umocowanie prawne w 2011 roku. Rozróżniono lolejno dwie strony ze stalkingem związane. Jedną jest osoba dopuszczająca się zabronionego prawem zachowania, drugą jest jej ofiara.

Stalkerem, czyli wyrządzającym szkodę z pozycji siły mającą celowo wyrządzić krzywdę bliźniemu, może być każdy, na każdym etapie swojego życia, w każdej formie relacji. Dopóki nie wywieramy presji, nie przymuszamy, nie stosujemy technik manipulacji, nie stosujemy gróźb karalnych ani niestosownych uwag czy uszkodzeń cielesnych, nie musimy się obawiać posądzenia z tego tytułu. Warto uważać na mienie własne, ale szanować cudze. Warto wiedzieć, że każda forma znęcania nad słabszym, może przyspożyć niebagatelnych problemów. Słabszy nie ma zachowywać się w określony sposób, dlatego że otoczenie tego wymaga, bo jest suwerenną osobą i jeżeli prawa nie łamie, nikt nie może wywierać na nim presji.

Stalkingowany jest tym słabszym, kto w żaden inny sposób nie może uciec przed presją, bo jako słabszy w wielu aspektach, nie ma szansy na obronę. Deficyty o różnej etymologii mogą pretendować człowieka do bezsilności wobec zdarzeń i ludzi.

Co może decydować o losie człowieka?
Zwyczajowo o losie człowieka decyduje w chwili obecnej jego status posiadania. Łatwo skwitować tę myśl w zdaniu klasyfikującym stalkingowanego do miana abderyty, gdy obserwujemy bierność i reakcje wycofujące aktywność wtedy, jak inni w tym miejsu brną do przodu niczym konie w galopie.

Tu, gdzie bieg straceńców po dobra wszelkie, może być ukryty niecodzienny życiorys, zbyt wiele doświadczenia i idącej w parze z nim wiedzy. Wiedza może decydować o wycofywaniu się przez rozmaite formy ucieczki stalkingowanego. W oparciu o ten wzorzec, powstała stosowana od lat, jedna z form przesłuchań prowadzonych przez zbrodniarzy komunistycznych. Polegała ona na wstępnym rozpoznaniu, jak skłonny do uległości jest zatrzymany. Ponieważ zatrzymany był zawsze podejrzanym, a podejrzany zawsze kłamie, bo taki dyktat szkoleń stosowano w Policji, która była uprzednio Milicją Obywatelską, ale podobnie do systemu państwa, zmieniła swą nazwę na ładniejszą brzmieniowo, nikt nie liczył się z zeznaniami, faktami, czy naruszeniem nietykalności cielesnej. Obywatele byli własnością państwa, Policja jego sprawiedliwością, a sprawiedliwość chadzała w standardzie zupełnie innymi scieżkami. Kto trafił na przesłuchanie, nie miał obrażeń cielesnych, uszedł z życiem, był podejrzanym społecznie. Społeczeństwo ferowało o nim wyrok etykietując go stygmatem konfidenta. Stąd lęki ucieleśnione w licznych obawach przed komisariatami, że ludzie w wielu przypadkach tracili życie właśnie tam. Taka była powojenna Polska. Mundur wcale chlubny nie był, a chodzili w nim nie tylko milicjanci i wojskowi. Komunizm pomógł w szufladkowaniu ludzi na tych, którzy współpracują aktywnie i tych, którzy współpracować będą (?).

Lata po roku 1989, przyniosły zmiany istotne dla świata, lecz w Polsce nie miała miejsca dekomunizacja. Zadziało się tak z przyczyny prostej, że całego narodu nikt odsunąć nie zdoła od pełnionych funkcji, stanowisk, pieniędzy, czy zwyczajnie nie zamorduje z dnia na dzień. Palono dowody przeciwko sobie, jak w latach pięćdziesiątych i trzydziestych XX wieku. Owszem, pozostały kopie porozsiewane po urzędach, klisze krzywdy i nieprawości, ale kto na starym zdjęciu dostrzeże iskrę zajadłej podłości w oku własnych dziadków, czy rodziców? Minęło wiele lat, kaźdy dzień wnosi coś nowego, ale człowiek pozostawiony sam sobie, bez świadomości korzeni własnej rodziny, nie rozpozna w sobie prawdziwych motywacji zachowania. Inni uciekają przed nim, sam wychodzi na głupca wielokrotnie, ale nikt nie podpowie mu, że stalking w krajach postkomunistycznych jest codziennością.

Jeżeli znęcano się nad tobą w dzieciństwie, zaraz zaczniesz się znęcać nad własnymi dziećmi. Dlaczego tak? Dlatego, że z upływem czasu zaczynamy coraz bardziej idealizować własny dom pochodzenia. Zapominamy ból, złość i chcemy, aby prawdą było to, co nam wpajano. Wpajano nam w krajach komunistycznych szereg bzdurnych powiedzonek, które nadal nie mają uzasadnienia, ale wszyscy je powielamy i cedujemy na innych. Skąd wiedza w narodzie o każdym człowieku? Jej nie ma. O każdym powinniśmy umieć powiedzieć w pierwszym zdaniu "człowiek" a dalej najpierw sprawdzić, jakie cechy, a nie ile pieniędzy ten człowiek posiada.
W Polsce krąży powiedzenie: "Jak do czterdziestki się nie dorobisz, to już się nie dorobisz". Równolegle do tego ukształtowano inne, równie bezpodstawne: "Uczciwością i pracą ludzie się bogacą"; "Pierwszy milion trzeba ukraść".  Smutne, bo tym sposobem określamy siebie, nie innych, jeżeli szafujemy tak bezwartościowym stygmatem, opowiadamy o własnych brakach.

Kraj postkomunistyczny nie oferował wolności pozwalającej na zdobycie majętności przed czterdziestym rokiem życia, o ile nie spadła na nas "radość" ze śmierci członka rodziny albo nie pojawiła się tajemnicza, pomocna dłoń sponsora, albo co najmodniejsze w już demokratycznej Polsce, nie zawarliśmy korzystnego finansowo małżeństwa. To uczciwe raczej nie jest, ale co tam, większa szkoda z narodowego żalu, który odczuwają wierzący w powiedzonka starszych i mądrzejszych. W kraju, który nie oferuje podstawy koniecznej do przeżycia, a jedynie publikuje kolejne statystyki z uśrednieniem płac minimalnych w odniesieniu do najwyższych, nie istnieje efektywna możliwość godnego zarobku. Godnego w rozumieniu zaspokojenia oprócz potrzeb najniższego rzędu (wyżywienie, rachunki), chociażby potrzeby kontaktu z kulturą, sztuką, edukacją, sportem i zdrowiem w rozumieniu także jego profilaktyki. Całość sprowadzono do wniosku z powiedzenia "Pierwszy milion trzeba ukraść", aby wzbudzić poczucie winy w tych, którzy bez spadku, bez korzyści z małżeństw, bez pracy w jej potocznym rozumieniu, bez kradzieży, spekulacji itd., nie musieli wyjechać z kraju, by nie poddać się stalkingowi.

Niechlubna fama o Polakach powstała w minionych dwudziestu latach, jej nigdy nie było, ale ona pochodzi od nas. Fałszywe przeświadczenia wnikają z ugruntowania w systemie, który wielu określało mianem zamordyzmu. Wielu spośród tych, którzy tu już nie wrócili.
Polacy mieszkający nadal w kraju, umiejętnie stosują stalking. Zmiana rządu nie gwarantuje równości, zatrzymania narastającego długu publicznego, nawet nie gwarantuje normalności w chorym systemie. Nie zmieni przeszłości narodu, nie wpłynie na historię, może zmienić naszą świadomość wzbogacając o kolejne doświadczenie i tyle. Każdy, kto targnie się na innego człowieka atakując go z uniemożliwieniem ucieczki, jest stalkerem i nie ma znaczenia czy pozostaje w danej rodzinie, czy nie. Nie obecny rząd wprowadził zmianę przepisów prawa w 2011 roku, zwyczajnie przepisy które mieliśmy wcześniej, nie były do zaakceptowania przez świat.

Mnogość współczesnych zgrzytów na arenie parlamentarnej jest tym, co Polacy znają, kochają i lubują się w tym pławić. Zmienność aktorskich ról między stalkerem, a stalgingowanym, jest nierozłączna z krajowym teatrem życia. Jakże upolitycznieni jesteśmy w kraju, skoro wiedząc o tym, że człowiek sam w sobie wartość stanowi, pożądamy uzupełnienia w kontekście całego szeregu kompikacji? Kto upoważnia do ferowania wyroków bez dokumentów? Chwilowo jesteśmy własnymi poszlakami bytu, korzeni, historii rodzin, kraju, bo tylko o sobie możemy autorytatywnie wyrazić wiążącą opinię, lecz niestety nie wolno jej wyrazić o przodkach, bo nie możemy mieć absolutnej pewności co do prawego życia w państwie komunistycznym, ani nieprawości w państwie policyjnym.

Relatywizm tutaj nie zaistnieje, wybór jest dychotomiczny. Albo zwycięży dobro, albo zło, jednakowoż tendencja komunistyczna została do ubarwiania rzeczywistości, stąd wynaturzony stalker zamienia się w potulnego pluszaka, a faktycznie słaba i prześladowana osoba ze stalkingowanego staje się stalkerem.

~©Agar~28 kwietnia 2017 r.

środa, 5 kwietnia 2017

Odzew: Dobra Zmiana

Jestem niewolnikiem, nie tylko boję się pisać prawdę, ale też czuję za każdą napisaną tezą, gorzko-kwaśne odium niemocy. Przeraża mnie wizja kraju skazującego na siebie tych ludzi, którzy nie mieli i nie mają żadnego wpływu na kształt rzeczywistości. Najbiedniejsi, bez interwencjonizmu państwa, margines bez patologii, za granicami pojmowania. "Oni" są nami, bo my nimi jesteśmy we własnym domu – Obcy.

"Dom"...
Co jakiś czas spływa krwią, nie ma w nim stałości, a zapowiedź dalszych braków swobody zawodowej, przygniata każdego, komu jeszcze odrobina uczciwości pozostała.

Narodowa moda na kłamstwa trwa w najlepsze, dlatego przyjęto niepisaną zasadę milczenia wobec nieprawości. Nic bardziej mylnego. Może slumpfować gospodarka, mogą trwać roszady u władzy, ale nikt nie może pozwolić sobie na wyzysk innych ludzi pod pozorem dobrych zmian w europejskim kraju.

Paradoks w tym, że zmianę rzadko kiedy widzimy w aspekcie dobra i zła. Obydwa zjawiska są efektem, który ma wywołać po jakimś czasie zmiana, więc z gruntu nikt nie jest w stanie przewidzieć wyniku. Polski rząd przewidział, za nim (złudzeniem) poszli zmęczeni Rodacy.

Często dobre założenia nie prowadzą do celu. Wystarczy cofnąć się pamięcią do przełomu lat 1989-90, aby wyraźnie dostrzec, że wynik dalece odbiega od założenia, a dyskusja nad efektami stale trwa. Przykład kontekstu terminologicznego zmian, dał obecny rząd, lecz to jest jedynie założenie. Rodzaj myślenia magiczno-życzeniowego o przyszłym działaniu.

Kapitalistyczne rekiny krajowej finansjery, szybko podchwyciły hasło i czyniąc modę na wyzysk z użyciem wszystkich paragrafów prawem zakazanych, wprowadzają natychmiastowe zmiany. Cóż, duży się nie boi, ma sztab prawny, ubezpieczenie od niechcianych zdarzeń, nic mu nie grozi, ale brak wyobraźni spowoduje zamiast zakładanych pozytywnych efektów optymalizacji, znaczne uszczuplenie kadr rekina.

Oczywiście wśród jego pracowników, obowiązuje zakaz dzielenia wiedzy o wprowadzanych zmianach z osobami spoza firmy, bo kiedy Pryncypał nie jest skończonym kretynem, sam na siebie bicza nie uplecie. Solidarni wobec oblicza wyzysku, mogą strajkować i szukać innego pracodawcy, bo jeżeli zaaprobują mimo sprzeciwu zmiany, w krótkim czasie utracą siły witalne, a takich ludzi każda korporacja zostawia na bruk. Podobny los spotyka tych, którzy zaczynają myśleć, bo ich swoboda nie idzie w parze z założeniami korporacyjnego niewolnictwa. Szybko zacznie rozumieć ten, którego korporacja zmusiła do kredytu na auto, kolejno na wpłatę za firmową wycieczkę, później na zmianę mieszkania, ale jedynie zapowiedziano podwyżkę, do tej nie doszło.

Niestety, obecnie to jedyny atut z resztek przyzwoitości, że można pracować dla rynkowego monopolisty.
Podziały społeczne widoczne są coraz bardziej, a nie o to walczyła Polska przez wieki, by ktokolwiek za nią w czasach pozoru wolności umierał z głodu i bezsilności, bo transakcje bezgotówkowe w weekendy nie działają.

~©by Agar~ 5 kwietnia 2017 r. z póź. zm.

sobota, 25 marca 2017

Nimb

Nie rozumiesz, bo jeszcze nie dociera do ciebie, że blask katedr umiera bezpowrotnie. Na twoich oczach dzieje się to, co będzie za moment wyznacznikiem codzienności. Napływają nowe dane w każdej sekundzie, a serwerem nie jesteś. Nic z tego co znamy oboje, nie miało prawa istnieć w postaci jaką przybrało. Wróciła ludzkość do czasu wartości z Kodeksu Hammurabiego.

Polska jako jeden z nielicznych krajów, ma szansę obrony też przed własnymi obywatelami, lecz nie przez fortyfikacje, uzbrojenie, czy wynalazki techniczne. Błąd wnioskowania. Polskę uratują ci ludzie, którzy w różnym stopniu odrzucali narzucany im kłamliwy ład idealnego kraju. Ci, którzy nie popleczali fałszywym świadectwem demokracji, przyzwoleniem na wynaturzenia i nie sprzedawali za pieniądze innych ludzi (tu nie myl, bo to że ktoś czegoś nie robi, nie znaczy że nic nie wie o możliwościach z danego zakresu i jest idealny). Pomyśl tylko, czy biorąc kredyty wyrażasz przez posiadanie większą wartość człowieka, czy może własną pazerność i ciągoty niskich pobudek? Zastanów się, bo dobrze wiesz, że więcej pożądając niż możesz zjeść, doprowadzasz do kłamstwa przed sobą samym. Ten przykład wizualizujesz jako jaskrawy? Tu też nie kłam, nie warto. Warto zastanowić się nad jakościową zmianą rzeczywistości bez wszelkiego typu wspomagaczy. Tym wspomagaczem bywa kredyt, pożyczka, darowizna, czy inna forma pomocy. One działają na ludzi uzależniająco. Łatwo wziąć pierwszy raz, lecz nie ma możliwości zrezygnować bez trudnych przeżyć. Podobnie do narkotyków, alkoholu, hazardu i innych uzależnień, mechanizm oddziaływania jest wspólny, niezmienny w czasie, a reakcje odstawienne pozostają. Delirium tremens (łączone głównie z chorobą alkoholową) pojawi się także wtedy, gdy choroba nerwowa weźmie górę nad człowiekiem, więc wymioty i zaburzenia spostrzegania mogą pojawić się także przy bardzo silnym stresie. W takim przypadku dochodzi do zmian w układzie nerwowym. Zespół majaczeniowy nie zmienia rzeczywistości, trwale zmienia jej odbiór. Warto wiedzieć o zagrożeniach zanim podejmiemy decyzję o pożyczce/kredycie na nowy dom, że najpotężniejsze narzędzia wywierania wpływu na procesy decyzyjne zawarto w niezliczonych reklamach. Ich treść bombarduje nas bez przerw, wobec niej pozostajemy bezradni. Nasza bezradność czyni nas bardziej podatnymi na przekaz, który i tak do nas dotrze, bo ostatecznie kiedyś włączymy odbiornik TV, komputer, telefon, czy wyjdziemy z domu. Ucieczka przed współczesnością nie istnieje, przed samym sobą też nie.

Każdy człowiek, bez względu na wykonywaną pracę, posiada swoje własne, stałe punkty odniesienia. Katedra była przez szereg lat pożądaną. Ona dyktowała poziom posiadania i znaczenie jednostki dla świata. Teraz poczuj różnicę, bo już nie ona jest wartością definitywnego celu, lub nim sensu stricto. Constans uległa zmianie na całej płaszczyźnie. Zmieniając swój wymiar przestała być stałością, pozostając aksjomatem wywiedzionym z samego urodzenia, teraz bez wartości. Tak jak widzi swój najlepszy towar producent, tak ty chcesz dostrzegać pozytywne cechy własnego posiadania i bronisz za cenę wszelką dóbr dla potomnych. Zarówno oni, jak ty, nie jesteście wartością stałą. Względem siebie owszem, jakiś punkt odniesienia. Nie każdy odniesie się do waszej stałej, jak do wartości szczególnej. Nadal waga jednostki jaką jesteśmy, zależy nie od poczucia przynależności do opakowania, czyli nie od zasobności portfela wyrażonej banknotami, a umiejętności szybkiej adaptacji do warunków zmiennych. Wariancja istnieje wśród wielu aksjomatów, które przywykliśmy uważać za constans. Stałą mamy tylko ziemię pod stopami. Jako punkt odniesienia przy odbiciu stopy od podłoża, taka stała też jest zmienną, bo Ziemia w rozumieniu planety, wiruje wokół własnej osi ale nie tylko. Wahadłowe odchylenia ziemskiej ekliptyki gwarantują względność stałego punktu. Błędnik pożąda stabilnego podłoża, oko ludzkie nie wystarczy dla trafności. Umysł zależy od wielu czynników. Zmienne przejęły rolę stałych, a nawet pigment nie istnieje, bo jest jedynie zakrzywieniem odbitego światła od płaszczyzn.

I co? Nadal uważasz, że karta z plastiku przeliczy wartości, a ostateczny wynik wypluje miarodajny? Nie sądzę, lecz podziwiam, poczuj swoją ważność, poklep się z uznaniem gdzie chcesz i zacznij myśleć o tym, że ktoś chce twojej uległości, twojej śmierci w terminie najszybszym, twojego procesu wnioskowania, a ty nie jesteś potrzebny. Dodatki do życia z plastikowych kart i ubrań w pewnym stopniu odpowiadają za pozbawienie wolnej woli. Karta plastikowa zabija motywacje, garderoba truje życie. Popatrz na zwierzęta, ile ich widziałeś o sierści obojętnej na ładunki elektryczne? Nie są, człowiek też nie jest, więc dlaczego zakładasz plastikowe ubranie? Co, nie wiesz skąd nowoczesne, trwałe przędze?

Auć! Nie dobijaj, dowiedz się. U nas wiedza w powijakach, chwilę zajmie zanim dotrze chociażby ze Skandynawii podstawa danych do wnioskowania o szkodliwości plastiku. Kilka lat, dziesięciolecie, możliwe że ani ciebie, ani mnie już nie będzie. Szybko się wszystko zmieni. Nie ty masz wiedzieć i czuć, nie jesteś lepszy od innych.

W niczym nie odbiegasz od reszty, a tę wiedzę plączą katedry. Weź na wzór Napoleona. On wszystkich zrzucił hołubiących złoto i wziął tych, którzy umierali za własne wartości. Te wartości dodały im siłę walki. Kim był Vidocq? Tak, ten zbir, przestępca, wynaturzony złodziej i skazany wcześniej był tym, kogo wczoraj zdeptali mądrzejsi, a od jutra musieli się go bać. Katedry już wtedy kochano. Popatrz, aż dziwne, lecz sukcesywnie temat powraca na ziemie europejskie. Nie zmierzymy wagi zmian, o ile nie zaczniemy wszyscy stosować ujednoliconego nazewnictwa. Jakże ważną rolę odgrywa podstawa edukacyjna? Tak, spróbuj przeszacować, albo nie, niedoszacowuj. Cofnij myśl do edukacyjnej roli jasnego, ujednoliconego nazewnictwa w Polsce po Zaborach. Tak miało być ponownie: ”Czarne jest czarne, białe jest białe". Niestety, pozostał jedynie beznamiętnie banalny związek frazeologiczny, który już w chwili wypowiadania słów przez autora, był truizmem. Od nas, dorosłych, trzeba zacząć. Jesteśmy pokoleniami oszukanych. Nazwijmy to. Komunizm i lata postkomunizmu nie były demokracją. Każdy kto pamięta PRL, został oszukany pozornym dążeniem do zmiany. Rewolucji nie było, a ten, komu przyznano pokojowe nagrody, nie zrobił nic z wyjątkiem dobrej miny do złej gry. Nie, nie mamy bohatera, mamy tego, kogo historia jeszcze osądzić nie może. Co ten fakt przyniesie? Tylko kolejny absmak i rozgoryczenie narodowe. Z żalem jest trudno żyć szczególnie wtedy, gdy okazujemy się jedynym jego autorem. Czasu nie cofniemy, własnych decyzji też nie, ale nie możemy przyzwolić sobie na powtórkę z historii. Pomyśl tylko, że przez ciemne szkło nie widać co w środku i w jakim to jest stanie. Do puszki nie zajrzysz, ufasz etykiecie. Lubisz ryzyko aż tak, by zaufać kolejny raz sztucznemu drukowi? Lecz się zatem na nogi, bo na głowę już nie pora. W ten sposób odciążysz własne dzieci, że tego druku smakować będziesz w pełni sił witalnych, to i na pogrzebie przyszłych pokoleń zatańczysz.

Jeżeli ktoś nie chce zmian, oznacza że jest mu dobrze, tylko czy mając wybór, przestajemy tych zmian szukać?

~© by Agar~ 25 marca 2017 r.

wtorek, 14 marca 2017

Dynamit współczesności

Ludzkość pozostaje przyzwyczajona do stałych punktów odniesienia. Odnosimy sytuacyjne zbieżności do wcześniej poznanych, podobnie z nowymi znajomościami w życiu, stylem ubioru i gustem. Tym sposobem dążymy do zatrzymania zmian, pomimo iż na skalę globalną nie jesteśmy w stanie wiele uczynić. Zachowujemy zaledwie pozór osiągnięcia względnie stałego dobrostanu i jego uznajemy za constans. Taką wartością czynimy (bo chcemy) pracę, relacje międzyludzkie, miejsce zamieszkania, wykształcenie, etc. Jednocześnie do własnych stałych, pożądamy przez drogę życia zmian. Zmiany pozostają w sferze aprobaty dotąd, dopóki powodujemy je sami. Kiedy zmiana pochodzi z czynników od nas niezależnych, wtedy reagujemy dezaprobatą, wycofaniem i w gruncie rzeczy niechęcią.

Potrzeba nam czasu na dokonanie niekiedy wielokrotnych obróbek poznawczych, abyśmy chociaż w minimalnym stopniu zauważyli pozytywny wymiar przeżywanej zmiany. Stąd najczęściej (z dezaprobaty) wywodzą się obniżone nastroje, epizody depresyjne, w skrajnych przypadkach występki przeciwko innym i sobie samemu też. Problem narastający w czasie, może i najczęściej doprowadza do eskalacji negatywnych zachowań. Wybuchowo irracjonalny typ reagowania na innych (postrzeganych jako potencjalne zagrożenie), odbiera nie tylko obserwujące otoczenie, ale przede wszystkim ten człowiek, który we własnej niemocy zareagował w jedyny sobie możliwy sposób.

Ponieważ presja pędu ludzkości skorelowana jest z poziomem posiadania, każdą kolejną finansową stratę łatwo przełożyć na złe samopoczucie. Mechanizm sprężenia zwrotnego, czyli sytuacji w stronę odwrotną, tj. moment gorszego samopoczucia, które doprowadza do finansowej straty, tego nikt nie pożąda. Niestety, uspołecznienie a co za tym idzie wzrastanie w aprobacie społecznej, determinuje ciąg zdarzeń w życiu, które bez zewnętrznej pomocy, nie przywrócą dobrostanu psychofizycznego jednostki
Człowiek bez zainteresowania rodziny, znajomych, sąsiadów, pracy, nie przeżyje. Potrzeba kontaktu jest w nim bardzo silna, ale zmienne towarzyszące kolejnym stratom, najczęściej uniemożliwiają skuteczny kontakt interpersonalny.

"Nic nie ma darmo; weź się do roboty; chcieć znaczy móc; musisz wyjść do ludzi; jest wiele możliwości; itd.". Pytania bez odpowiedzi, frazesy, banały i nic więcej. Takimi właśnie zdaniami, otoczenie chce zmotywować jednostkę do osiągnięć. Czy jest to możliwe? Już odpowiadam, że jeżeli ktokolwiek w ten właśnie sposób odpowie temu, u kogo obniżony nastrój odebrał motywację do działania, a wzrok od dawna nabrał szarego i martwego zabarwienia, frazes niskiej jakości może doprowadzić do próby samobójczej.
Dobre rady udzielane bliskim, nie muszą być ani dobre, ani zrozumiane zgodnie z intencją. Gorsze samopoczucie sprzyja wycofaniu i autorefleksji. Osoba w takim stanie zna odpowiedzi na zasłyszane rady. Rozwiązanie problemów tkwi w niej samej. Czasami potrzeba czasu, może innych warunków egzystencji, może tak prostej rzeczy, jak buty, może elektryczności, może dobrej książki, drinka, a może tego, kto wpadnie na pomysł żeby zaledwie zapytać i uczestnicząc w generalizowaniu pomysłów samą obecnością, tembrem głosu czy pozorem zainteresowania, zmotywuje pozytywne zmiany?

Każdy człowiek jest sam dla siebie psychologiem, terapeutą i mecenasem. Rzadko, lecz w pędzie życia jednak tak, wypadają nam elementy bez których żyć nie możemy na długim dystansie. Dystans zawsze odnoszę do butów. Czy można w zimowym obuwiu przejść upalne lato? Zaprawieni w bojach życia odpowiedzą twierdząco, wtedy polecam japonki z opon samochodowych na (-)20 °C, bo to też można. Wystarczy przecież tylko chcieć, żeby spacerować po żarzącym się węglu z laskami dynamitu w dłoniach, inaczej jesteś leniem, bo nie chcesz. Co z tego, że zimę przetrwałeś dzięki własnej pracy dłoni, skoro tego nikt nie widział?

niedziela, 5 marca 2017

Kasty wybranych w sektorze usług

Kto czuł się kastą wybranych? 

Każdy, kto nie szanował praw innych ludzi, bo siebie przedkładał nad innych, jako wybraną kastę zawodową.
Tak, w Polsce po osiemdziesiątym dziewiątym roku zawierano nieformalne grupy wzajemnej adoracji. Jeden drugiemu w obrębie kasty (zawodowej rodziny) pomagał za cenę wszelką, a to znaczy, że nawet za cenę życia, fałszywych zeznań i zdrowia innych ludzi. Ci "inni" tworzyli składową część wyrobników, którzy za stawki głodowe pracowali przez większą część doby. Kosztem własnego zdrowia, relacji we własnych domach, za wszelką cenę, pracowali na kastę wybranych. Oni, niewolnicy innych ludzi. Jeżeli ktoś pozostawał w sektorze usług dla ludności, nawet jeżeli był zrzeszony w grupie zawodowej, podlegał presji tych, którzy uważali się za wybranych wyższych, czyli bardziej uprzywilejowanych. Każdy urzędnik, prawnik, lekarz, etc., wymuszał wykonanie zamówionej usługi w terminie przyspieszonym, za zaniżoną stawkę, lub całkowicie za darmo. Wersja "za darmo", czasami wymienna na barter (wymiana towar na towar), nie była niczym innym, jak wymuszeniem dla osiągnięcia korzyści materialnych.

Postkomunizm pod pozorem demokracji, sprzyjał wewnątrz osobowemu lękowi przed urzędnikami, przenosił się na innych ludzi, czynił jednostkę bezradną a za tym budował (w zdrowym, dorosłym człowieku) mechanizm reagowania wyuczoną bezradnością na każdą z potencjalnych przeszkód drogi życia. Taka reakcja wynika z przewlekłego pozostawania pod presją w czasie wykonywania zadania. Zadania, którego nie jesteśmy w stanie przewidzieć efektu końcowego, bo zleceniodawca zaskakuje zmianami uprzednio zawiązanej umowy na wykonanie.

Był to dotąd najczystszy z przejawów nadużycia w naszym kraju, którego mógł doświadczyć każdy usługobiorca. Ten rodzaj zachowań oprawcy -usługodawcy, który nazywany przez R. Cialdiniego "stopą w drzwiach" lub "drzwiami zatrzaśniętymi przed nosem", jest techniką wywierania wpływu na innych. Technikę należy rozumieć jako karalną w polskim prawie psychomanipulację.

Psychomanipulacja do siebie ma tę niechlubną cechę, że dotyczy każdej aktywności zniewalającej, także wprowadzającej nadmierną presję. Usługa wykonywana pod presją czasu; w obecności osoby kontrolującej; przymuszanie do kolejnych poprawek, nigdy nie zostanie wykonana w stopniu satysfakcjonującym. Nie ma znaczenia charakter wykonywanych usług, bo zależność od wieków pozostawała jasna: im bardziej precyzyjna usługa, tym więcej uwagi jej trzeba poświęcić, własnego czasu, a gratyfikacja nigdy nie może być niższa od początkowo zakładanej. Podobnie w kwestii czasu zarezerwowanego na jej wykonanie. Zwracając uwagę na stawki i terminy opodatkowania, także opłaty za ubezpieczenia społeczne do określonej daty, w Polsce nie może być miejsca na jakiekolwiek kasty.

Stosunkowo nie tak dawno, pani premier Beata Szydło, wypowiedziała się jasno: "wobec prawa, wszyscy jesteśmy równi".
W zestawieniu z piątkowym wystąpieniem ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry przeciwko pojęciu "kasta wybranych", gotowa jestem poczuć powiew wiosny we włosach, a to oznacza nową jakość życia dla ludzi, którzy nie mogli sobie poradzić na własną rękę z ukastowieniem społeczeństwa i pozostawali w niszy, czyli miejscu zawieszenia między światami. Odwagi był w nich ogrom, nie wyjechali. Wbrew oczekiwaniom wszystkich i wszystkiemu, czekają na kolejne zmiany w kraju, które zapowiadane od dłuższego czasu, jeszcze nie nadeszły. Moment przebudzenia tych ludzi, ich aktywność, będzie znaczący dla Polski, jego nie da się nie zauważyć. "Kasta(y) wybranych" stosowała(y) dla określenia tej/tych grup(y) nazwy wymienne, które plasowały się pomiędzy złodziejem, pijakiem, leserantem a obibokiem, itd., gdy tylko chodziło o pokolenie urodzonych po 1970 roku. Dla tych ludzi nie było i dalej nie ma miejsc pracy. Takich miejsc, które nie przymuszają do zmiany zawodu, nie odbierają wolności a zapewniają normalne, w miarę pozbawione niedogodności życie i opiekę medyczną.

~© Agar~ 5 marca 2017 r.

wtorek, 6 grudnia 2016

Zmiany zmiany zmiany

Gdzie jest Polska w XXI wieku?

Już niby nie jesteśmy krajem komunistycznym, niby wszystko powinno układać się należycie, jednak coś jakby nie chciało zatrybić. Społeczeństwo jest stare, z uwagi na brak jakiejkolwiek pomocy państwa w życiu obywateli, po długich latach drenażu portfeli, dogorywamy. Pośrednio dzieje się tak za sprawą grabieży środków z OFE, które miały gwarantować zachowanie ciągłości, lecz ich zniknięciem zasponsorowano nam – Polakom – zamiast wizji przyszłości, brak chęci do życia.

Kolejne modernizacje struktur państwowych, których pierwotnym celem miała być pomoc, pozostały konstruktem teoretycznym, można powiedzieć, że udało się wykorzenić część narodu, lecz raczej nie o tę część chodziło w założeniu.
Niby jeszcze jesteśmy, niby dalej trwamy, ale między 30 a 50 rokiem życia, przeciętny Kowalski nie posiada kompletnie nic, o ile nie ma ochoty utrzymywać banków niewiadomego pochodzenia, nie zdąży dożyć do wieku emerytalnego, bo konieczność utrzymywania świadczeń wypłacanych emerytom pracującym na kilku etatach w ramach "dorabiania", skutecznie odbiera tak pieniądze z budżetu, jak miejsca pracy i do tego jeszcze jedzenie ze stołu najmłodszych. Nic to dla emeryta, bo uważa, że ZuS płacił na siebie. Ups, a to już jest jego problem, niech spróbuje zapłacić go za siebie teraz, albo niech przestanie odbierać pracę młodszym!

Niestety, prawda jest naga i ma tendencję rozwoju w czasie. Czas nie sprzyja, bo nie potwierdza błędnych przekonań, jedynie dostarcza kolejnych danych. Dane nigdy nie są adekwatne, bo każdy czyta jak chce. Naprawdę, czy nikt nie wspomni teraz faktu o tym, że ZuS nie był w początkowej fazie istnienia obowiązkowy? Nikt nie ma wspomnienia o potrącanych składkach na poziomie 2% wynagrodzenia? No, było tak, że emerytów nie było, a ci, którzy przeżyli II WŚ, albo pozostawali na utrzymaniu ubogich rodzin, albo umierali i wcale nie z dobrobytu.

"Chcę" jako pojęcie względne, oczywiście nie oznacza jednorazowej tendencji, lecz wielokrotną powtarzalność w czasie z iście polskim akcentem przewagi dla "nie chcę" i tak właśnie przyjęto we wczesnych latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia, że w Polsce znaczenie będzie miało jedynie "chcę", lecz przez końcowe "muszę", które pierwszy raz usłyszano z ust L.Wałęsy w okolicach 1989 roku. Ponieważ słowa zapamiętano, pozwolono im kształtować system wartości. Nikt nie musi wykonywać bezrefleksyjnie poleceń innej osoby o ile nie został pozbawiony praw! Pozbawienie praw zawsze odbywa się na mocy wyroku sądowego, który musi się uprawomocnić. Bez tego nikt nic nie musi, a jego "Muszę" wynika wyłącznie z wewnętrznego przekonania.

Im starszy człowiek, tym bardziej wbity w przekonanie zasadności co i kto musi. Jego zdaniem każdy musi, jak i on musiał. Gdy wzrastał, autorytety nie mogły być podważane, ale obecnie nawet to uległo zmianie. Znaczenia dla "starszych" nie ma różnica technologii, czasu, jego strefy czy różnorodność życia obfitującego formami. Nie, bo każdy "musi" według określonego skryptu bez nazwy, podążać w kierunku "chciejnego" zaślepienia, inaczej jest zły.

Chyba gorszego przekłamania powielonego w czasie być nie może.

piątek, 18 grudnia 2015

Polacy Penitentami?


"Penitent" – słowo synonim dla czyniącego pokutę.

Jednym z najgorszych błędów rządu Platformy Obywatelskiej było bezrefleksyjne wprowadzanie dyrektyw unijnych na teren naszego kraju. Można przyjąć, że zamiar nie miał być z gruntu krzywdzącym, jednakże od momentu Katastrofy Smoleńskiej nie sposób doszukać się jakichkolwiek pozytywnych motywacji rządu względem jego elektoratu.Wszystkie rozporządzenia wprowadzano pospiesznie, chyłkiem, w ukryciu przed wiedzą Obywateli. Jedyne do czego mieliśmy jako taki dostęp, to ewentualne nowelizacje ustaw uprzednio uchwalonych. Kolejne afery, brak poszanowania dla Polaków, rozrost kadry urzędniczej, wzrost cen, brak socjalnego zabezpieczenia kraju, i wiele innych powodów pogrążyły nas w chaosie. Polacy zaczęli wyjeżdżać masowo nie po to, by się doskonalić zawodowo a zwyczajnie uciekali z kraju który niczego im nie oferował, a Unia Europejska przyjmowała jako pracowników o poszukiwanych atrybutach. Szybko zmienie ulegał nasz wizerunek w oczach innych nacji. Wyjazdy spowodowały, że UE skorzystała i jednocześnie zaoferowała w zamian przymusowy napływ emigrantów wyznających Islam. Zestawiając tę ofertę z jej dyrektywami, można wysnuć wniosek, że struktury Europejskiego Parlamentu są wysoce skorumpowaną koterią Świata, a ich celem nadrzędnym przez lata było stworzenie jednego wielkiego Obozu Koncentracyjnego, w którym obywatele członkowskich krajów utrzymają szkodliwy nowotwór i poddadzą się w pełni spolegliwie jego doktrynom. Dowodem tego może być wypowiedż Angeli Merkel z dnia poprzedzającego wybory parlamentarne [ 24 października b.r. ] dotycząca parezji czyli konieczności utraty suwerenności państw członkowskich na rzecz jednego, wspólnego rządu.

Unia z dnia na dzień słabnie. Niestety nie jest to spowodowane nadmierną ilością rozdzielanych środków zwanych pakietami finansowymi przyznawanych krajom, ale tym, że traci na wartości w oczach Europejczyków. Nie chcemy się zgodzić na powtórkę najmniej chwalebnego czasu XX wieku, nie o taką przyszłość kolejnych pokoleń walczyli w IIWŚ nasi przodkowie.

Polacy pozostający w kraju nie mogli liczyć na jakikolwiek przejaw dobrej woli ze strony  dotychczas rządzących. Premier Ewa ze swoim partyjnym gabinetem uczyniła z Polaków [ bez względu na wiek ] penitentów. W każdym kolejnym rozporządzeniu asygnowanym przez nią jest uciemiężęnie i bicz na rodaków. One działają niczym średniowieczny Malleus Maleficarum, gdzie czarownicą jest pierwszy napotkany na ulicy przechodzień. PO  liczyło na wygraną w jesiennych wyborach parlamentarnych, bo jego nadrzędne hasło wyborcze brzmiało od lat: "Nikt nie da ci tyle, ile obieca PO". Z czasem jednak wiadomo, że były rząd związany był ściśle z pojęciem GTW [Grupy Trzymającej Władzę] działającego świadomie i na całym globie establishment-u. Uruchomiony mechanizm szczucia przeciwko PiS-owi, hejt na portalach społecznościowych oraz prześladowania Obywateli coraz nowszymi, bardziej precyzyjnymi ustawami, nie przyćmią konsekwencji zapowiedzianych i wprowadzonych w 2013 roku przez gabinet Donalda Tuska dyrektyw unijnych wśród których znajdziemy liczne niewykonane i w obecnej chwili wymagalne m.in. "BRRD",  nakazującą nacjonalizację banków komercyjnych. Ona jest nieuniknioną, musimy przez nią przejść, a zaowocuje konsekwencjami nie dającymi się porównać do niczego innego poza sytuacją na Cyprze z tą różnicą do nas, że Cypr obronił dane kont swoich klientów i udostępnienie odbywało się wyłącznie po oficjalnym zapytaniu rządów zainteresowanego kraju. Polska oczywiście nie skorzystała z tej oferty bez żadnego racjonalnego uzasadnienia [ stąd we wszystkich teoriach dotyczących GTW można doszukiwać się uzasadnienia niekorzystnej sytuacji Polski ], a domniemanie że zbyt wielu wysokich polityków naszego kraju ma swoje konta właśnie w cypryjskich bankach przyjąć za oczywistość.

Zapamiętajmy, że rząd Platformy Obywatelskiej wolał nas straszyć PiS-em, niż przygotować na konsekwencje zachodzących zmian. Inną dyrektywą jest przyjmowanie uchodźców na tereny państw europejskich z krajów konfliktów zbrojnych. To w bezpośredniej linii zmierza do kolonizacji Europy przez wyznawców religii Islamu. To nic innego, jak jedna ze wcześniejszych dyrektyw, o której rząd zapomniał nas poinformować, ba nawet wprowadził w jeszcze innym rozporządzeniu prawo do zakazu informacji ludności. Smutno o tyle, że nie mamy jako kraj wyjścia i musimy poddać się biczowi Unii Europejskiej. Dodatkowo sankcje, terminy wymagalności zwrotu wcześniejszych dotacji, nic nie układa się w pozytywny obraz doczesności.

A kto nas Polaków skazał na taką pokutę? Czym i komu zawiniliśmy? Dlaczego niemieckie media piszą o "polskich obozach koncentracyjnych"? Dlaczego uważani jesteśmy za ksenofobów i antysemitów? Dlaczego rząd PO nigdy się temu nie sprzeciwił na arenie międzynarodowej? Jednym z wielu wariatów odpowiedzi mogą być drzewa genealogiczne rządzących. Tu jako wskazówka od lat towarzyszą nam niezmiennie Żydzi i od nich upatrujemy zagrożenia, ale to właśnie Oni wielu naszym przodkom sadzili drzewa w Alei Zasłużonych Wśród Narodów Świata. Może warto pokusić się o zgoła odmienny kierunek wskazujący sztuczny byt Unii Europejskiej jako kontynuatora schizofrenicznych wizji Adolfa Hitlera z niepohamowaną chciwością władzy nad wspólnym lądem rasy panów? Przy założeniu, że jest ona zjednoczeniem sztucznym, finansowym powiązaniem starego kontynentu, wzajemną siecią zależności, której początki odnajdziemy jeszcze w Średniowieczu i być może w wojnach krzyżowych, przechodzimy czas spontanicznego odrodzenia starego w nowym. Ten punkt widzenia nasuwają kolejno wprowadzane dyrektywy. Urealnieniem jest wspólne prawo pozostające nadrzędnym nad prawami narodów suwerennych, wspólny system bankowy, który będzie niebawem ujednolicony w całej Europie, jedyny "właściwy" rząd nad wszystkimi czyli ten w Brukseli i jedyny Prezydent wszystkich narodów, czyli Prezydent Unii. Do tego jeszcze wspólny system walutowy i mamy euro kołchoz, czyli pseudo realny byt jednego państwa o nazwie Europa. To oznacza zatracenie wiary i wartości, bezpowrotną utratę polskości na rzecz... europejskiego bezhołowia. To oznacza niemieckich oficerów na polskich ulicach, niewolnictwo z narodów Islam wyznających, rozpasanie moralne i brak jakichkolwiek zasad. Bezpośrednie nawiązanie do założeń faszyzmu nasuwa się samo. Rasa nadludzi rządzących Europą mogła się udać wyłącznie na drodze dobrowolnej akcesji! W sumie, możemy sobie sami pogratulować zmarnowania wszystkiego, za co umierali nasi przodkowie, bo dobrowolnie oddaliśmy kraj we władanie niemieckich nadludzi z gwiazdami we fladze zamiast swastyki. Istnieje prawdopodobieństwo, że dotacje unijne to odnalezione po latach skarby III Rzeszy.

Suwerenność i Polska? Kiedy? Jak nie zabory, nie wojny, nie żołnierze zakonu krzyżackiego, dygnitarze partyjni PRL-u o sprawiedliwości i metodyce Stalina, to Unia Europejska, czy Potop Szwedzki. Tego się już chyba nigdy nie nauczymy, że jako kraj będący ostatnim ogniwem przed granicą z byłym ZSRR nie możemy liczyć na jakikolwiek spokój, bo wcześniej lub później zostaniemy ograbieni, oszukani i sponiewierani do cna. Niemiecki kapitał rządzący mediami, niemiecka Angela na czele Unii, zasiedlenia Islamistami z ziem objętych wojną, to nie składa się w spokojny i idylliczny obraz dalszego życia w kraju. Niestety Polak ze swoją romantyczną duszą chce usilnie rajskiego życia i tym właśnie ściąga na siebie kolejne baty, bo umie pokutować i jest łatwym celem. Kiedy już zostanie trafiony, przez wiele lat odczuwa obezwładniający ból świata tylko po to, by z dnia na dzień raptownie powstać przeciwko ciemiężcy. Charakterystyczne mamy to, że historia sukcesywnie zatacza krąg do jednego i tego samego miejsca. Wtedy Polak nagle staje się buńczuczny, zapomina o hulaszczym życiu i chwyta za szpadę. Kolejne pokolenia nic nie są w stanie zrozumieć z wojowniczych przygód Pradziadka, a same z czasem nim się stają po to, by mandala ponownie zatoczyła magiczny krąg.

sobota, 21 listopada 2015

Walka z terroryzmem

- atak terrorystyczny we Francji

Czy aby na pewno?  Trudno w chwili obecnej stwierdzić jednoznacznie o tym, że nie mamy do czynienia z celowo zaplanowanym, przemyślanym działaniem rządu [unijnego tudzież lokalnego] przeciwko obywatelom własnego kraju. Wobec terroryzmu nie można wykazać się ignorancją, ale też znając niejednoznaczność różnego typu zdarzeń na Ziemi - od ataku na WTC z 11 września 2001r. - nie określimy w stu procentach jednoznaczności zdarzeń we Francji z 13 listopada 2015 r. ani z 4 kwietnia 2010r. w Polsce. Po przeżyciach własnych wiemy, że nic nie musi wynikać z powodów przedstawianych nam przez media, czy teoretycznie niezależnych świadków.

Ponieważ Europa pozostaje pod uciskiem rządu brukselskiego w takich chwilach można domniemywać, że tragedia cywili była wynikiem polityki narzuconej francuskiemu rządowi. Lewackie ukierunkowanie Unii na rozwiązłość seksualną, zatracanie europejskiej kultury, religii i tożsamości narodowej sprzyja negatywnym nastrojom społecznym wyrażającym się lokalnymi protestami. Europejczycy protestują przeciwko islamizacji, temu nie dają zgody, nie chcą bać się chodzić po ulicach własnych miast i nie chcą być inwigilowani, a już na pewno nie chcą umierać przez wymysły polityków brukselskich.

Teoretycznie wszystkie dowody wskazują na to, że wydarzenia we Francji były zamachem terrorysty—islamisty lub kilku z lokalnego ośrodka dla uciekinierów. Skąd w takim ośrodku broń typu kałasznikow? Czy jest wśród islamistów używana zamiast plastikowego noża i widelca? Czy każdy uciekinier umie prowadzić samochód? Czy każdy samobójca zabiera ze sobą dokumenty na wyprawę samobójczą?- Mogę zrozumieć że to był zamach, ale jak to się stało, że nikt nie widział pzygotowań do niego? Podchodząc zdroworozsądkowo nie trzeba być ekspertem, by przygotowania i zamęt dookoła nich dostrzec.

Gdyby zamach terrorystyczny obrócić w kierunku odwrotnym niż trend informacyjny nakazujący wiarę w zbrodnię terroru islamskiego, to czy istnieje grupa mogąca osiągnąć jakąkolwiek korzyść? Z najnowszej historii z tematem terroru należy skojarzyć ustawę wprowadzoną przez Kongres USA o nazwie "Patriot Act". Ona obowiązywała przez minionych niemalże czternaście lat i pozwalała na pełną inwigilację cyfrowych danych obywateli. Na jej podstawie nagrywano wszystkie rozmowy telefoniczne i nadzorowano przepływ informacji. Ustawa pozwalała na uwięzienie ewentualnego terrorysty i odizolowanie go od społeczeństwa bez prawomocnego wyroku sądu oraz na nieokreślony czas. Dziwne o tyle, że w kraju demokratycznym w ogóle do czegoś podobnego mogło dojść. Obowiązywanie tego aktu prawnego przedłużano systematycznie aż do jego zablokowania, które przyniosło Amerykanom ponowny powiew wolności.

Wracając do  Francji, pozostaje otwarte pytanie: czy wprowadzony stan wyjątkowy w dniu następującym terrorystyczny zamach  [później przedłużony o trzy miesiące] wprowadzono po to aby walczyć z terroryzmem [którego ataku nie można przewidzieć], czy w celu ograniczenia Francuzom swobód obywatelskich zakazując zgromadzeń, nakazując określone zachowania na wezwanie władz i umożliwiając konfiskatę mienia [z bronią włącznie]? Gdzie sens i logika? Gdzie zaczyna się wojna lewackiego rządu z buńczucznym obywatelem, a gdzie walka z terroryzmem?

Cała rzesza ludzi potwierdzi, że nie sposób nie widzieć zbrojenia i ci sami ludzie odpowiedzą: "Tak, to był zamach!". Żadna grupa się nie pomyli potwierdzeniem zamachu. Aktualnie można jedynie czekać na rozwój wydarzeń we Francji i współczuć rodzinom ofiar. Dodatkowo oparłszy się o Traktat Lisboński można zaoferować pomoc wojska [co zresztą uczynił polski rząd na wezwanie francuskiego], tylko czy wiadomo jednoznacznie z kim nasze wojsko powinno walczyć?

Z takich wydarzeń w najnowszej historii dziejów ludzkości rodzą się teorie spiskowe. Teoria spiskowa dziejów potrzebuje czasu na rozwinięcie. Można podsumować w obecnym momencie każde wydarzenie dookoła którego powstaje samoistnie medialna burza w jednym prozaicznym stwierdzeniu: "Czas pokaże".