poniedziałek, 2 lipca 2018

Ups!

Soki wyciskam z Ciebie niezmiennie,
w dłoni pracujesz i serce aż mięknie.
Fontanną tryskasz, lecz
wracam do Ciebie.
Dzień czynisz lepszym ratując w potrzebie.
Jesteś tu dla mnie stale mnie dręcząc.
Jesteś w zanadrzu mnie kusząc i pieszcząc.
Jesteś tak blisko, że bliżej nie trzeba.
Jesteś spod cienia, bo cierpię, gdy nie mam.
Czasami myślę, że czas to przerwać a czas ucieka żyjącym w rozterkach.
Los mój nieszczęsny, bo
tkwisz w życiorysie.
Trudno, rzecz wyższa,
trwaj...
...
...
...
...
Długopisie!

wtorek, 8 maja 2018

Im głębiej w las

Powiedzenia, powiedzonka, wtręty i przytyki. Każdy zna, więc umiemy śpiewająco dokończyć niejedną frazę lub nadać nowy ton rozmowie. Problem zaczyna się wtedy, gdy wypada wskazać etymologię wyrazów i zdań, o których nie mamy bladego pojęcia. Fiasko ponosimy nie znając autora lub błędnie używając egzotycznych dla nas języków obcych, ale całość to i tak dopiero rachityczny szkielet trudności do pokonania. Komplikacje narastają tam, gdzie przeceniamy umiejętności własne, albo słuchaczy. Błędne szacowania to też rzecz ludzką, zdarza się, lecz usprawiedliwienia nie ma.

Człowieka charakteryzuje tendencja powielania zakodowanych informacji. Każda gwiazda błyszczy, dlaczego my nie mamy być gwiazdą? Właśnie, nic nie stoi na przeszkodzie, możemy lśnić pod swoim spłachetkiem nieba do woli.
Ostatecznie "co nas nie zabije to nas wzmocni".
W oryginale słowa brzmiały niemalże muzyką: was uns nicht umbringt, wird uns stärken. Cóż, szturmowe oddziały młodych morderców z Hitlerjugend wykrzykiwały tę maksymę filozofii Nietzheanizmu w celu demonstracji własnej siły i można uwierzyć, że energia walki na nich zstępowała. Nie my Polacy wymyśliliśmy te frazy, nas zwyczajnie wtedy zabijano, a dla własnego bezpieczeństwa rozpoznawaliśmy zagrożenie, więc tłumaczenia były codzienną koniecznością.

Co nas nie zabije to zwyczajnie nie zabije i już. Żadnej innej kontynuacji nie ma, bo myślenie magiczno-życzeniowe nie może mieć miejsca w rozpędzonej lokomotywie codzienności.
W niej sprawdza się modna teraz bezrefleksyjność.
Im młodsze jest grono odbiorców, tym mniejsze ryzyko natrafienia na rozumnych ludzi, bo niby skąd mają wiedzieć o potrzebie negacji prób psychomanipulacji? Nie wspomnę, że o szturmowych oddziałach mogą zwyczajnie nie wiedzieć, bo w procesie szkolnego wychowania dodano tolerancję gender i odjęto sceny terrorystyczne.

Mamy Europę, ona głaszcze po pleckach i promuje niewiedzę lewicowej narracji. Wszystko odbiegające od standardów neomarksizmu, jest konserwatywne i o silnych fundamentach wiary, zatem musi być unicestwione. Totalitarna doktryna zamordyzmu współczesnego zakłada poplecznictwo dla zachowań dalece wykraczających z kręgu zasad moralnych. Pozostaje nam doraźna forma obrony, którą jest wiedza.

Wiedza może pochodzić z różnych źródeł, ale prawdziwe przekazy mają cechę wspólną i nijak przystają do wiedzy ogółu. Prawda w przekazach nie pochodzi z plotki, nie pochodzi z wykrzykiwanych haseł, nie pochodzi z programów nauczania, czy przydrożnych plakatów. Prawdziwa wiedza jest doświadczeniem zaawansowanego poszukiwania. Ni mniej ni więcej na tym polega codzienny spęd niewolników, że skutecznie ogranicza możliwości poszerzania wiedzy. Trzeba doświadczyć wybicia z torów, by zatrzymać rozpędzoną lokomotywę. Jakie mogą być konsekwencje? Różne, ale w skali globalnej jednostkowe przypadki nie mają głosu pod warunkiem, że ten głos nie pochodzi od środowisk politycznie poprawnych. Nie jestem politycznie poprawna.

niedziela, 18 lutego 2018

Empatia

Ciekawe zagadnienie.
Czym jest empatia w rzeczywistości i czy można się jej nauczyć?

Myśląc o empatii kojarzę ją z umiejętnością współodczuwania. Ostatnio mnie wybił z trajektorii myśli polski rząd, który miał rzekomo krzewić empatię wśród urzędników. Tak, mają się nauczyć współodczuwania z liskiem za złamaną łapkę; z niedźwiadkiem za oponkę brzuszka po zjedzeniu miodku; pieskiem za pustą miseczkę i tak w ogóle mają się nauczyć czuć. Jezu, co za brak intelektu rzucił taki pomysł?

Na tym od lat polega dobór urzędników, że nie mają kierować się prywatą w żadnym aspekcie, a ich odczucia tą prywatą są. Codziennym zadaniem jest dogniatać plebs, bo kto poza nim będzie na ich utrzymanie pracował?
Przecież jest jasne i jako kwestia nie podlega sporowi, że artysta plastyk nie marzy o pracy urzędnika, a pisarz popuszcza wodze fantazji w kierunku obserwacji dalece rozbieżnych z okólnikami, natomiast chirurg nie może odczuć cięcia, podobnie policjantowi długopis rzadko kiedy do dłoni pasuje.

Empatia wprost proporcjonalnie związana jest z poznawczymi umiejętnościami jednostki. Im ktoś więcej cierpiał w swoim życiu m.in.
przez bezduszność urzędników, tym głębiej odczuwa ból innych. Umiejętność empatii pojawia się wraz z pierwszymi granicami wczesnego dzieciństwa, czyli w pierwszym etapie nabierania świadomości. Raczkowanie uczy dziecko cierpienia skoncentrowanego na własnym odczuciu i ewoluuje z czasem. Ewolucja emocji może napotkać niemożność wykroczenia poza wewnętrzny układ emocjonalności, czyli osobnik pozostanie skoncentrowany na sobie i ten czynnik decyduje o pracy nie wymagającej współodczuwania w dorosłości.

Empatii nie można się nauczyć przez samą wiedzę o pojęciu. Nie da rady bez prawdziwych łez, cierpienia, zastanowienia nad nim i w cieple bliskiego otoczenia. Zasada jest prosta, jeżeli nie złamałeś nogi, nie odczujesz z kimś jego bólu. Owszem, może być ci smutno, że ktoś cierpi, lecz tak naprawdę będziesz szczęśliwy, że to nie ty jesteś na jego miejscu. Inaczej dokona obróbki poznawczej cierpienia ten, który posiada wspomnienie o nim. Tym bardziej uważam, że polski rząd pomylił się w przesadnym wnioskowaniu nad znaczeniem słowa.

Samo słowo nic nie znaczy, jest tylko pustym terminem dla tego, kto nie poznał jego znaczenia. Polska jest krajem obłudy opisanej w Piśmie Świętym i pismach wszystkich innych religii świata. O tej obłudzie pisali najwięksi poeci nie tylko rodzimi, także zachodni. Teraz zmusza nas rząd do wiary w to, że obłuda przestaje istnieć, bo nakazał naukę urzędnikom z zakresu dla nich nieosiągalnego przed pięćdziesiątym rokiem życia (wtedy zaczynają się pierwsze problemy po stracie rodziców; pierwsze doświadczenia głębokiego bólu i doświadczenie prawdziwego stresu pourazowego).
***
18 lutego 2018 r. by Agar

poniedziałek, 12 lutego 2018

Folwarczne Zagrania

Na głupotę nie ma rady, są kłamliwe sondażownie. Warto zerknąć na układy, one z ludzi kpią wymownie. Do ankiety wiem co bredzić, czyli kreślę wprost odwrotnie! Zamiast kłamu widzę prawdę,  wynik daje to przewrotnie, elektorat podziękuje, wszak ukochał sondażownie.
Kilka godzin (nawet szybko) kiedy czytam o sondażu i aż łza się kręci w oku, że znów nieład jest w Zbarażu. To nie ślady Polski prawej, to wyniki ustawiane! Kręci każdy własne lody, bo ma z unii tak podane.

Tak, podane! Raz kolejny potwierdzone, nawet smugi kaligrafii swojską dłonią prowadzone. Tylko ślady zapachowe, bo na pewno nie-zła laka, zdradzić mogą, że co mija, to już nigdy się nie wraca. Cyrografy sprzed lat wielu, papirusy krwią spisane, a na łąkach bohaterów giezła* zgniłe w rzędach wielu.
Fraszka ciągnie swą opowieść o wspomnieniu lepszej daty. Brzegi kraju rozszarpane, nędzy nie ma, jeno braki.

Teraz raptem brak Polaków, bo z bojaźni wyjechali, chociaż wcale nie musieli, tu zasiłki by pobrali. 
Bosko nam jest, mamy niebo, albo może nie-bo mamy? Wiem, za Teo też coś stoi, lecz logikę odebrali. Tak, logiki tu brakuje, bo wśród wielkiej liczby skutków nikt przyczyny nie rozumie!
Można dostać dziś zadyszki pośród mocy rozporządzeń, ustaw, zasad, artykułów (czytających czas wyczyści, ich kieszenie wśród zależnych), znać pisanych bez rozumów.

Hola! Hola! Nie tak prędko! Przecież dostać można wszystko! Tylko dziób niech naraz zamknie, lub zamilknie szczepień czystką!

Polska wolność?
Tak, wracajcie tu rodacy, bo włodarze chcą mieć pracę za tę chetny naród płaci. Gdy was nie ma starzy cierpią, na ich  nędzę nikt nie patrzy. Zaraz trawę zaczną jadać, bo pomysłów nie brakuje. Rząd już umie zapowiadać, siłę niebios też rozumie, lecz zdrowaśki klepiąc wiecznie, prawdy żywej nie pojmuje. Kiedy mają o czym gadać, znaczy już coś kamuflują. Polityka jest sprzedajna, lecz jej prawość przypisują. Rząd wciąż kłamie, plebs mu nie jest godny łaski (ni pomocy, ni medali, nie dla plebsu są oklaski). Chlew dla słabszych, moc bezprawia – kotkom, pieskom, wszystkim innym. Wracającym czar rykowisk, w nowych czasach ryk naiwnych.

Cicho, zbastuj, cugle ściągnij! Głośno krzyczeć? Strata w życiu. Dziś na-prawdę szkoda czasu, w rządzie świata brak wykwintnych.

niedziela, 31 grudnia 2017

Domowy cyrk?

Jestem, lecz raczej zbyt długo. Piszę kiedy widzę, czytam kiedy mogę myśleć i zastanawiam bezustannie nad tym, po co mi znajomość kilku języków obcych w mowie i piśmie. Rozwój własny?

Chyba tego już nie doświadczę, bo raczej złą jest moja rodzina pochodzenia, w której de facto pomocy nigdy nie było, a ja sama (na własną rękę i tutaj przyznam, że najgłupszy pomysł w moim życiu), zamiast zdechnąć, napisałam prośbę do Duda Pomocy na podobieństwo kilku innych piszących rodaków, nie udzielono mi wsparcia, a po czterech miesiącach znalazłam wskazówkę szukania w internecie, bo widać nie umiem.  Rozumiem, Peło miało ten system wypracowany, tylko jeszcze okradli do cna, tutaj raczej zamordują, bo trutni nie trzeba.

Ten system, który nakazywała poprzednio rządząca partia, czyli zgodny z prawem zatwierdzonym jeszcze wcześniej, narzucanym przez system kraju, który ku zdziwieniu wielu, nie był wcale komunistycznym, ale zwyczajnie nigdy nie odzyskał niepodległości, bo zaprzestanie działań wojennych nie jest datą końca IIWŚ.  Byliśmy czymś z zakresu wyśrodkowanego balansu między bezprawiem socjalizmu, mordami Urzędu Bezpieki na mocy ludowych wyroków, czyli czapa bo sąsiad tak chce, frywolnym oddechem agresywnej demokracji zaraz po wyjeździe wojsk Radzieckich i nagle bez jakiejkolwiek przyczyny narzucono nam konieczność poklasku dla radosnej dekomunizacji. Co może być lepszym określeniem Folwarku Zwierzęcego od demokracji urzędniczej?

Pomyśl tylko Polaku: odpisujesz do Polaka który stracił nadzieję na życie, jemu nie pomoże nikt, jeszcze oddycha, ale od kilku lat nie wstaje: najlepiej szukać idąc na policję! Zaiste – błyskotliwy intelekt i jeszcze bierze za niego pieniądze – Gratuluję wpływowych znajomości. (Policja odmawia pomocy od 2007 roku, pomimo iż Sądy spod władania partii PiS nakazały imienną pomoc dla człowieka w imieniu RP, potwierdziły dodatkowym glejtem zaistnienie finansowego przestępstwa dokonywanego w dłuższym czasie, z podstawą w dokumentach, opartą o przepisy nigdy nie zmienione a super inteligentna lalunia [wyfiokowana Jola – nie mój tekst, ale lepszy od siermiężnych wyzwisk za głupotę] bez sprawdzenia czegokolwiek, odpisuje ci listem z gotowca). Takie tam... niefrasobliwość urzędnicza pod immunitetem?

Ona pozostanie bez kary, bo posiada dobrą przeszłość, co?
Tak tak, posiadam imiennie podpisanego gotowca. Wstyd dla Kancelarii Prezydenta, że latają po mieście pieczątki, skoro to zdementowano z uzasadnieniem: jakieś dziecko bawiło się w pomoc.
Kto ma za to dostać po immunitecie? Co za idiota szykuje Prezydenta na zniesławienie?

Domowy  cyrk trwa. Panie najjaśniejszy Prezydencie, ktoś Pama w kanał wpuszcza, złą renomę robi, ludziom wspomnienia chce odebrać, bo  ponoć nie można wspomnieć żadnego pozytywu własnego życia, bo data urodzenia i jego miejsce, więc dane z metryki, muszą ulec natychmiastowej zmianie. Nie nie, herbów szlacheckich nie mogę żałować, bo i tak z ich tytułu korzyści nie czerpię, dziadowie nie żyją. Dobrze że wcześniej odeszli, bo od kilku lat nikt nie zmienia stawki zasiłków pogrzebowych, a rosną ceny trumien.

Dzisiaj ostatni dzień 2017 roku. Przez cały czas ważniejsi dla rządu byli imigranci i może dzięki Bogu?
Jedni zapraszani pod przykrywką delegacji z Ubera, inni zapominani przez niechęć do nich we własnym kraju, kolejni blokowani z przyjazdem, brakuje tylko więcej wojsk do tarczy, bo Polak do obcych mundurów z urnością podchodzi. Ups! Czy historia też ma zmienić scenariusz? Super kraj.

Kraj zdewociałych świętych, którzy mogą jedynie ukryć prawdę o pochodzeniu. Jeszcze jeden były aparatczyk z mordą wykrzywioną od jedzenia brukwi, ale za to z różańcem w łapie i do chińskiego horoskopu nowy znak ze zdjęciem gotowy, jak to w sieci można odszukać – wężownik. Zasadniczo EXTRA.

piątek, 3 listopada 2017

Demokracja dyskontowa

Dobra zmiana dla wszystkich?

Na pewno zmiana i na pewno jakaś, ale z aspektem jej dobrodziejstw jeszcze się nie spotkałam.
Nie nie, ani nie stoi za mną obcy kapitał, ani  żydowskie pochodzenie, nawet nie służby, czy lewicowe nastawienie polityczne.
Zwyczajnie przeszkadza mi zalegający na trotuarze idiotyzm. Tak tak, raczej o to chodzi, bo choć wiele synonimów głupoty istnieje w rodzimym języku, prawdopodobieństwo trafienia na zrozumienie przestaje istnieć z kolejnymi pokoleniami. Wieś górą, bo dzierżąc władzę jej intelekt wyższy od studiów, a doktoraty i tak ojce za jajka kupią, więc myśleć nie kazano.
Miasta teraz bardziej wiejskie od wsi, bo lata minione preferowały posiadaczy ojców z hektarami. Śmieję się trochę i całkiem mi nie do śmiechu, bo odczuwany dysonans nie pozwala na radość. Właśnie tak musiała zakończyć się migracja – opustoszonymi wioskami i bezimiennym miastem w którym wsiowy urzędniczyna jest wart wielokrotnie więcej od każdego innego człowieka.

Owszem, zmieniło się. Można klepać zdrowaśki na zdekomunizowanej ulicy, można dać upust religijnym dowodom tożsamości i dziękować Bogu za kolejny dyskontowy sam na rogu. Tak tak, w dyskontowej demokracji zmieniło się wiele, prawie wszystko uległo zmianie, a reszta? Reszta resztą, czyli kiełbasy wyborczej ciąg dalszy. Dekomunizacja nie przyspiesza, intronizacja Chrystusa była, ale... No tak tak, zawsze jakieś ale. Możecie sobie mieć wątpliwości, a reszta niech was nie interesuje. Na tym polega dyskontowa polityka. Ma być tanio, dużo i pozornie z oszczędnością, więc tracąc życie i zdrowie musimy dążyć do raka z przesytu chemii w folii, popijać lifolizowany puder do chleba z plew dla świń, a na deser zagryzać czekoladki ubogacone nadmiarem trującego agaru. Byle było pro, bio i arcy. Oj tam oj tam, przecież agar był w żywności zawsze! No, ale norm dla niego nie ma. W dużym stężeniu zabija w kilka sekund nie zostawiając śladów. Samo dobro z natury. Podobnie marchew pieczona na grillu, którą chroni przed ogniem gruba warstwa aluminium. Samo zdrowie i żer dla dyskontowego braku umiaru. To samo z polityką współdzielenia. Jak w PRL-u którego już wspominać nie można. Nieco szkoda, bo film Nocna Zmiana z dymokracji współczesnej nie pochodzi, a w nim arcy ciekawi aktorzy grają. Jakże ważni są obecnie? Tu pytanie otwarte, polecam czytelnikom obraz o tym, co zostało z PRL-u a mamy zapomnieć.

Naród z chorobą dyrektorską? Depresja i rozdrażnienie przy deficycie koncentracji to pozbawione witamin jedzenie z brakiem soli, życie w ciemnośi ze stęchlizną i stres wymagający funkcjonowania o pozorze normy. Przenikanie granic między normą a patologią jest niwelowane na Globie - temat od lat znany, lecz my nie Glob. U nas w Polsce jest tylko jedno pojęcie akceptowalne i jest nim posiadanie. Nie masz? Jesteś słabym złodziejem, bo przecież wszyscy mają. No, tylko że ja nie jestem wszyscy i szalenie sobie cenię to, że nie mam, tym samym nie muszę kraść by utrzymać pozór posiadania. W minionych latach śmiertelność Polaków wzrosła w stopniu zatrważającym, bo mogli pozwolić sobie na pozorny brak umiaru. Wzrosło spożycie, zabrakło wstrzemięźliwości, obniżył się wiek śmiertelności.

Wiara w gruntowne zmiany zaowocowała nie tylko różańcem narodowym, ale pogłębieniem ufności w zmiany bez drastycznych cięć. Nie da się. O kryzysie trzeba mówić, o demokracji deficytem trwającej też, ale o tym że plejadę gwiazd polityki znamy właśnie z PRL, nie można zapomnieć. Na tym polega trwająca przez minione lata polityka dyskontowa - wmówieniu narodowi, że teraz żyje mu się lepiej. Gdzie i z czym lepiej skoro policyjny nadzór trwa, radary wróciły, immunitety chronią, a urzędas może wszystko jako krynica absolutnej mądrości?

Nie ma się sensu oszukiwać, dyskonta stale szukają towarów z najniższą ceną, bo klienci są zbyt chciwi i zapatrzeni w siebie a jednocześnie skoncentrowani na sobie i głupi, żeby nauczyć się liczyć wartości. Nie ma znaczenia czy model jest polityki w dyskoncie, czy chodzi o sklep z wakacjami w tle. Wartością prawdziwą jest życie w zdrowiu przy niewielkich kosztach a nie  wielki brak umiaru, bo cena niska. Przeliczniki życia nie istnieją.

Żeby nie zanudzać pomijam aspekt niewolnictwa dyskontowej pracy i radość rodzin za nią płacących. Pomijam celowo, bo świat odchodzi od dyskont przez zbyt duże straty, ale w Polsce przeżywamy na nie modę od wielu lat. Też koncerny farmaceutyczne zyskują, bo do mąki dodając witamin uzyskują wysoką jakość pozytywnych wyników sprzedaży nowego suplementu diety. Diety dyskontowej, bo dawka witamin możliwych do zakupu bez recepty w naszym kraju, stanowi niewielką część dawek zachodnich. Podobnie z ustrojem kraju. Dekomunizacji nie było, walczymy z tym, że II WŚ nie skończyła się, a pomyłki dokonaliśmy w dniu przekazania zwierzchności decyzyjnej do UE. Zakończenie będzie dopiero wtedy, gdy dobrniemy do dokumntu wojnę kończącego, czyli do tego, co nam daje podstawę dochodzenia roszczeń za straty z tytułu np. bombardowań czy mordu na polskich ziemiach. Jeżeli Polak nie odzyska rozumu, nie sprzeciwi się doczesności własnego podwórka, umrze nagle z  tyłkiem ubogaconym chemią i pustym miejscem po mózgu, ale zaszczepiony chipem wziewnie, bo pomimo zniwelowania smug kondensacyjnych do zera przed laty przez producentów samolotów wierzymy w to, że nie są rozpylane chemikalia przeciwko nam. Nic śmiesznego, ale różaniec to było zaledwied preludium do narodowej krucjaty rodzimych przeciwników NWO. Ponieważ rząd ma na wszystko odpowiedź, w tej kwestii wprowadza dowody tożsamości z chipami, chipuje zwierzęta na wszelki wypadek i pozostaje w oddaleniu od własnych przedwyborczych obietnic.  Trwa Fun polityczny pod publikę ze słowami Szczęść Boże zamiast Dzień Dobry. Swoją drogą, czego się spodziewaliśmy? Inności i mniejszości ma nie być, więc z praw życia w równości odpowiadam partyjnym rządowym towarzyszom Szczęść Boże.

wtorek, 15 sierpnia 2017

Apokalipsa z wybuchem bomby atomowej?

Coraz to nowe interpretacje dobrze znanych przepowiedni, kierują myśli w kierunku absolutnego końca. Nikt nie wie co dotychczas ludzkość przeżyła, nie pamiętamy lądu przed wypiętrzeniem płyt tektonicznych, nie znamy dobrze współczesnej historii, nawet własne życie opowiadamy po części z przekazów rodzinnych, lecz końca jesteśmy pewni. Jak do tematu należy pidejść, kiedy nie chcemy mówić o Apokaliptycznych zapowiedziach w kontekście Księgi Św. Jana? Ot, zagadka! Czym ma być wielki wybuch i do jakiego zdarzenia z przeszłości szukać porównania?

Ekskomunikę nałoży kościół na tego, kto przytoczy skwapliwie skrywaną przez lata Przepowiednię Objawienia w Fatimie w nieco innym ujęciu niż doktryna obowiązująca, ale co tam, raz się żyje.

Nie, wybuchu nie będzie. Nawet gdyby takowy nadchodził, nikt go nie zechce przewidzieć. Wyzwolenie energii zwyczajowo materializuje się światłem, lecz we wspólnotach nikomu nie na rękę opowiadanie o wrogich zamiarach, więc politycy promienieją z plakatów dla spokoju ogółu i kolejnych kadencji. O zmierzających z dużą prędkością w kierunku Ziemi obiektach, nawet NASA milczy. Ba, zarzekają się naukowcy, że obiekt nie będzie przez nas ściągnięty i nie istnieje możliwość zagłady życia w ten sposób.

No, jak nie chcemy, to tak nie będzie. Nie chcieliśmy sprzedaży lasów państwowych, zniknęło kilka drzewek w inny sposób z mapy Polski. To jeszcze nic, zaledwie preludium zmian.
***
pierwsza publikacja 15 sierpnia 2017r.